Polecanki i wygrzebki – I

Z okazji ostatniego czwartku tego pięknego, wypełnionego energią, ciepełkiem, i promieniami słońca miesiąca listopada, mam dla was trochę wygrzebek i polecanek. Polecanki będą, wedle planu, tematyczne – co miesiąc będę wam podrzucać pięć książek lub też pięciu autorów lub autorek piszących fajne rzeczy w danym gatunku lub na dany temat.

Wygrzebki to z kolei ciekawe artykuły, posty i strony – literackie, książkowo/designowe, czy językowe – na które wpadłam w przepaściach Internetu w przeciągu danego miesiąca.

Na koniec – trochę podsumowań, czyli o książkach z danego miesiąca, cyferkach i recenzjach.

No to co, lecimy?

Polecanki – autorki polskiej fantastyki

Na pierwszy polecankowy ogień idą panie, które piszą świetne, dobrze skonstruowane i wciągające powieści fantasy. Nasza rodzima fantastyka ma się ogółem naprawdę nieźle – twórcy tworzący w tym gatunku popełniają masę książek dobrych, a nawet dobrych bardzo, ale ich koleżankom po fachu nadal niestety trochę trudniej przebić się do głównego nurtu, czy w ogóle książkę opublikować – o czym mówiło się jakiś czas temu przy premierze np. pierwszego zbioru opowiadań napisanych przez autorki “Hardej Hordy”, czyli grupy pisarek polskiej fantastyki, które w 2017 roku zebrały się w nieformalnym stowarzyszeniu mającym na celu szersze promowanie ich twórczości. Trudność ta nie jest w żadnym wypadku powodowana mniejszymi umiejętnościami czy gorszym zrozumieniem gatunku – o czym na pewno przekonacie się, jeśli sięgniecie kiedyś po którąś z książek z poniższej listy.

Agnieszka Hałas – cykl “Teatr Węży”

Teatr Węży składa się obecnie z czterech tomów – Dwie karty, Pośród cieni, W mocy wichru, Śpiew potępionych – z których trzy miałam już przyjemność pochłonąć, a na czwarty się czaję. Całość to dosyć mroczna historia tocząca się w świecie luźno inspirowanym XVII-wieczną Europą, w którym magia podzielona jest na dwa rodzaje – srebrną, czyli “jasną”, i czarną, czyli “skażoną”. Głównym bohaterem jest charyzmatyczny, dręczony straconymi wspomnieniami mag i alchemik, zwany Krzyczącym w Ciemności, a pełna zwrotów akcja zabiera nas zarówno do świata żebraków i przestępców, jak i arystokratów, ale też do rozmaitych astralnych krain, w których władcy demonów walczą o wpływy i władzę. Karty książek Hałas wypełnione są barwnymi, wiarygodnymi postaciami drugo- i trzecioplanowymi oraz intrygami na wszystkich poziomach, a wszystko to w ramach sprawnie skonstruowanego, pełnego nieoczywistych detali świata.

Wszystkie cztery tomy zostały wydane przez wyd. Rebis w spójnej oprawie graficznej.

Anna Kańtoch – cykl “Przedksiężycowi”

Anna Kańtoch to autorka wszechstronna – ma na koncie zarówno świetnie sci-fi, fantastykę, jak i naprawdę dobre powieści kryminalne. Z jej science-fiction miałam okazję przeczytać cykl Przedksiężycowi – serię mającą trzy tomy, a opartą na intrygującym, nietypowym pomyśle. W Lunapolis – mieście artystów i twórców, ale też morderców, którzy z zabijania utworzyli sztukę, ludzie niecierpliwie wyczekują Przebudzenia. Co Skok, część z mieszkańców miasta zostaje w przeszłości – przeszłości, która powoli gnije, w której wszystko rozpada się, w której rany przestają się goić, i w której pozostali nieszczęśnicy desperacko usiłują przetrwać. Ci zaś, którym udało się zostać we właściwym mieście, dążą do doskonałości – tylko to ma bowiem zapewnić im przetrwanie kolejnych Skoków i osiągnięcie momentu Przebudzenia.

Poza oryginalnymi pomysłami Kańtoch wyróżnia przede wszystkim plastyczny, niesamowicie obrazowy styl pisania, który sprawia, że jej książki czyta się z ogromną przyjemnością, a w kolejnych tomach nietrudno dopatrzeć się zdań, które można uznać za prawdziwe perełki. Autorka ma też tendencję do tworzenia fabuł o naprawdę wysokim stopniu zawiłości, więc jej powieści na pewno przypadną też do gustu tym, którzy lubią zagadki i niedopowiedzenia.

Przedksiężycowych wydało wyd. Powergraph.

Milena Wójtowicz – “Post Scriptum” i “Vice Versa”

Tym razem coś trochę lżejszego – Milena Wójtowicz to autorka publikująca od roku 2005 i tworząca fantastykę humorystyczną. Czytałam wszystkie jej powieści i wszystkie polecam, ale dziś podrzucę wam dwie najnowsze – czyli Post Scriptum i Vice Versa, które dzielą ze sobą ekipę świetnych bohaterów – czyli, czego dowiecie się już z opisu książek, “Piotra Strzeleckiego, psychologa, coacha i doradcę post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP”. Piotr i Sabina prowadzą agencję PS Business Consulting, której klienci są nienormatywni – a mianowicie należą do nich np. wilkołaki, wiły czy obłoczniki. Wójtowicz fenomenalnie operuje humorem opartym na absurdzie, który przejawia się w każdym wątku i na każdej stronie jej powieści – poczynając od tego, jak wyegzorcyzmować wyjątkowo upartego ducha babki, czy na (najcudowniejszej na świecie) puencie pierwszego tomu.

Książki Mileny Wójtowicz wydaje obecnie wyd. Jaguar, a poprzednie – Fabryka Słów.

Paulina Hendel – cykl “Żniwiarz”

Od jakiegoś czasu święci tryumfy fantastyka inspirowana szeroko pojmowaną Słowiańszczyzną, i w ten nurt wpisuje się właśnie Paulina Hendel. Książki z cyklu “Żniwiarz” czytałam jak na razie dwie (wyszły cztery), i z ręką na sercu mogę je polecić każdemu, kto lubi te klimaty.

Zamysł wyjściowy cyklu jest odrobinę podobny do “Wiedźmina” – oto mamy łowców potworów, tytułowych Żniwiarzy, którzy zajmują się ochroną ludzkości przed demonami. Tu podobieństwa się kończą, a zaczynają różnice – po pierwsze, w tym wypadku mamy demonologię faktycznie słowiańską. Po drugie, akcja dzieje się współcześnie, w małym polskim miasteczku, a główną bohaterką jest 20-letnia Magda, pracująca w rodzinnej księgarni, a po godzinach kontynuująca wraz z wujem/kuzynem Feliksem nieco inny rodzinny biznes. Na kartach książek zobaczymy całą feerię najrozmaitszych słowiańskich istot – opisanych, zresztą, z dużą naprawdę zgodnością z tym, co z ludowych podań faktycznie możemy wyciągnąć. Dostaniemy rezolutną, choć nieco impulsywną niekiedy bohaterkę, sporo ciekawych postaci drugoplanowych, rodzinne tajemnice i ciekawych antagonistów. “Żniwiarz” to fantastyka typowo rozrywkowa – nie ma co doszukiwać się tu raczej pytań o istotę człowieczeństwa czy podobnych rzeczy – niemniej w swojej kategorii z całą pewnością można ją zaliczyć do książek dobrze napisanych, dobrze zreaserchowanych, trzymających tempo i oferujących czytelnikowi ogrom przyjemności z czytania.

Magdalena Kozak – cykl “Nocarz”

Ostatnia z serii polecanek to pozycja nieco starsza, bo pierwszy tom tej serii wyszedł w roku 2006 – i pamiętam, że kiedy tylko te książki odkryłam, to kupiłam wszystkie pozostałe i niecierpliwie czekałam na kolejne. Cykl ma w tej chwili cztery tomy – ostatni, “Młody”, wyszedł po dłuższej przerwie stosunkowo niedawno, bo w roku 2016, i opowiada o wampirach… w ABW. I nie tylko. I jest świetny.

Tym razem naszym bohaterem jest Vesper – młody członek naszych rodzimych służb specjalnych, który ma szczęście trafić do elitarnej, tajnej jednostki, “która pod przykrywką standardowych działań, zajmuje się walką z Renegatami — groźnym rodem wampirów.” Alternatywna, wampirza rzeczywistość wykreowana przez Kozak jest nie tylko pomysłowa, ale też zwyczajnie fascynująca, a autorka, jako żołnierka, która zaliczyła nawet misje w Afganistanie, świetnie radzi sobie z dodaniem swojej historii autentyczności. Na dodatek całość jest bardzo fajną odskocznią od większości współczesnych książek o wampirach – nie znajdziecie tu raczej romantycznych bohaterów udręczonych wiekami nieśmiertelności, zakochanych na zabój w bujnokształtnej dziewoi. Wampiry u Kozak są brutalne i niebezpieczne, a z każdą kolejną książką z cyklu coraz głębiej zagłębiamy się też w ich struktury społeczne.

Wygrzebki

  • Wiecie, gdzie się znajduje najwyżej położona księgarnia w Europie? Otóż na Mont Blanc. Jest to księgarnia z sieci La Feltrinelli, i znajduje się ona poziomie 3446 m n.p.m. [Tutaj] możecie sobie zobaczyć, jak wygląda.
  • Penguin Books jakiś czas temu wydał książki Nancy Mitford w wyjątkowo ciekawej, geometrycznej oprawie. Warto popatrzeć.
  • “Tea if by sea, cha if by land: Why the world only has two words for tea” – ciekawy artykuł o pochodzeniu słowa “herbata” w różnych językach. Najwyraźniej da się powiązać pochodzenie słowa ze sposobem, w jaki produkt ten dotarł do danego kraju – jeśli został przywieziony drogą morską, słowo będzie pochodziło od chińskiego “te” – jak np. angielskie “tea”, a jeśli lądową – od chińskiego “cha”, tak jak w obecnym “chay” w Hindi. My, naturalnie, musieliśmy się wyłamać. Bo HERBATA.
  • Portal “Lithub” poprosił ostatnio projektantów o wyróżnienie najlepszych okładek, które zostały zaprojektowane w 2019 roku. Polecam – dużo ładnych rzeczy. Załapało się też anglojęzyczne wydanie Tokarczuk, które pokazywałam wam jakiś czas temu na FB.
  • Jeśli nie macie jeszcze dosyć tematu feminatywów to niedawno wypowiedziała się na ich temat Rada Języka Polskiego. Powiedziano między innymi, iż “Większość argumentów przeciw tworzeniu nazw żeńskich jest pozbawiona podstaw. Jednakowe brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. pilotka jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot ‘osoba’ i pilot ‘urządzenie sterujące’. Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie chirurżka, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa zmarszczka czy bezwzględny (5 spółgłosek).”.

Podsumowania

Mija pierwszy miesiąc działalności bloga i fanpejdży. Jeśli śledzicie te drugie (a jeśli śledzicie, to cud, miód i orzeszki!), to mogliście przeczytać #recenzjewwersjimini:

Na blogu pojawiły się za to trzy posty – powitalny, “oficjalnie” pierwszy – o tym, dlaczego okładki w różnych krajach się różnią i drugi – o dwóch bardzo fajnych książkach, “Uciekinier przeciera swój ślad”, A. Sandemosego, oraz “Dwunaste” Filipa Springera.

A w najbliższy czwartek możecie spodziewać się postu, w którym będę odpowiadać na odwieczne pytanie: czy naprawdę oceniamy książkę po okładce? 😉

Do zobaczenia niedługo!

Marta

Marta

Leave a Reply

Close Menu