13. (Nie) łap bakcyla, czyli językowo o koronawirusie

Powiedzmy sobie szczerze: 2020 jest dziwny.

Świat trochę się nam posypał, ale gdzieniegdzie powoli zaczynamy składać go z klocków z powrotem. Ludzkość nie byłaby jednak sobą, gdyby tego surrealistycznego stanu nie próbowała w międzyczasie jakoś oswoić – na przykład memami.

Ostatnia wieczerza, na której policjant mówi: "Dzień dobry, dokumenty proszę". Językowo o koronawirusie.
źródło: https://dziennikpolski24.pl/

Z nastaniem pandemii zaczęły też powstawać nowe zwroty i słowa, które w ciągu ostatnich kilku tygodni zdążyły zrobić już zawrotną karierę.

I tak na przykład Niemcy stworzyli:

  • hamsterkauf – czyli “chomikowanie” – paniczne robienie zakupów na wypadek, gdyby do pandemii koronawirusa dołączyła epidemia zombie
  • kummerspeck – luźno tłumacząc, “bekon cierpienia”, czyli nadwaga spowodowana zajadaniem trudnych emocji w trakcie izolacji

Finowie z kolei dorzucili do listy istniejące już wcześniej, ale coraz popularniejsze:

  • kalsarikännit – oznaczający w skrócie picie dużych ilości alkoholu w domu, siedząc w bieliźnie

Po angielsku z kolei zaczęło krążyć:

  • covidiot – czyli “cov-idiota”, mogące oznaczać osobę wykupującą całe zapasy papieru toaletowego w okolicy, ale też łamiącą kwarantannę czy ignorującą rządowe obostrzenia

Jak rzeczywistość wpływa na język

Poważniejsze badania dotyczące zmian w języku w trakcie pandemii dopiero się tworzą – to oczywiste. Przeglądając istniejące już jednak teksty można wyraźnie zauważyć, że z perspektywy językoznawczej zwraca się już gdzieniegdzie uwagę na kilka istotnych kwestii:

  1. Język mediów relacjonujących postępy epidemii:

Na początku, zanim naukowcy nadali wirusowi nazwę Covid-19 (czyli coronavirus disease 2019), często mówiono o nim jako o “wirusie z Chin” lub “wirusie z Wuhan”. Powtarzanie tych fraz sprawiło między innymi, że zaczęto odnotowywać dużo więcej przypadków rasizmu wobec Azjatów – nawet, jeśli ci nigdy w życiu w Chinach nie byli.

Niektórzy językoznawcy twierdzą też, że tworzenie narracji “wojennej” – “walka z wirusem”, “wojna”, “linia frontu” – może przyczyniać się do wzrostu paniki wśród społeczeństwa.

źródła:

  1. Wpływ masowego noszenia maseczek na komunikację

Zastanówcie się: jak bedzie wyglądała nasza codzienna komunikacja w miejscach publicznych, jeśli wszyscy będziemy nosić maseczki? Zakrywanie połowy twarzy musi przecież wpłynąć na czytelność przekazu i naszą zdolność do interpretacji emocji.

Badania po epidemii SARS wykazały, że lekarze noszący maseczki postrzegani są przez pacjentów jako mniej empatyczni, natomiast ich noszenie nie miało większego wpływu na przebieg egzaminów na uczelniach. Wszystkie istniejące dane były jednak zbierane wśród Chińczyków, gdzie SARS zebrał największe żniwo – może się więc okazać, że ludzie z naszego kręgu kulturowego będą jednak odczuwać większy dyskomfort (szczególnie, że nie było u nas dotychczas zwyczaju noszenia masek w żadnych okolicznościach).

źródło:

  1. Wpływ epidemii na małe języki

Ta kwestia ma dwie strony. Pierwsza – sporo zagrożonych wyginięciem języków na świecie w wyniku epidemii koronawirusa może stać się zagrożonymi jeszcze bardziej. Powodem jest fakt, że ludzie mówiący tymi językami są często starsi – czyli bardziej narażeni. Ten efekt jest już podobno mocno widoczny we Włoszech.

Druga strona medalu jest taka, że pod wpływem epidemii zaczęto tworzyć informacje i instrukcje również w wielu mniejszych językach, nie ograniczając się do tych dominujących. Z przekazem należało dotrzeć do wszystkich – i tak na przykład Chiny z wybuchem epidemii zmieniły swoją politykę językową. Podstawową odmianą mandaryńskiego promowaną w mediach była dotychczas Putonghua. W Wuhan pracownicy medyczni i wolontariusze dostawali już jednak ulotki informacyjne również w dialekcie Hubei, co znacząco pomagało w komunikacji. Dotychczas opublikowano w Chinach informacje związane z koronawirusem w 39. językach mniejszościowych, a lokalne władze zaczęły wspierać i promować podobne inicjatywy.

źródło:

To tyle na dziś

O prawdziwym wpływie pandemii na język i całą resztę otaczającej nas rzeczywistości będziemy mogli mówić na poważnie pewnie dopiero za parę lat – dziś możemy jedynie gdybać, ale i gdybanie bywa przecież czasem ciekawe.

Na razie hołdujmy więc #zostańwdomu i zaopatrujmy się w rękawiczki i maseczki.

I czytajmy blogi, bo cóż innego nam pozostało.

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Jestem ciekawa, co za kilka lat wykażą badania językoznawcze tego okresu. Pewnie przyszłe pokolenia będą miały z nas niezły ubaw. 😉

    1. Marta

      To na pewno – prac na ten temat powstanie pewnie cały worek, zresztą istnieje już “Generator tytułów prac naukowych na temat koronawirusa” 😀

  2. Panna Kajka

    Ciekawe, co zostanie młodzieżowym słowem roku 2020 😉 Pewnie młodzi (ech, stara ja!) mają jakieś swoje określenia na całą tą dość niewygodną sytuację, o których językoznawcom się nie śniło.

    1. Marta

      No ja “XD” byłam dosyć zaszokowana, więc też jestem ciekawa, co wyjdzie za ten rok – myślę, że też coś, czego się nikt nie spodziewał. 😀

      1. Paweł

        Też byłem wtedy w szoku. 🙂

Leave a Reply