16. Styl a gatunek, czyli co kojarzysz z kryminałem

Jeśli pisalibyście książkę, jaką cechę powinna mieć jej okładka? Powinna się wyróżniać, prawda? Być inna niż wszystkie?

Otóż jeśli odpowiedzieliście “tak”, to niestety jesteście w błędzie.

Jeśli chodzi o przedmiot taki jak książka, wyróżnianie się i nowatorstwo są pożądane tylko do pewnego stopnia. Są publikacje, przy których projektant jak najbardziej może się dać ponieść – na przykład, jeśli chodzi o nowe wydania klasyków, czy książki o treściach mających coś wspólnego z designem czy typografią. Jeśli chodzi jednak o zwykłe powieści – szczególnie te, które mają dać czytelnikowi przede wszystkim pewną dozę rozrywki, a niekoniecznie skłonić do dumania nad metafizyką – to jedną z podstawowych cech, jaką powinno spełniać ich opakowanie, to wpisywanie się w nurt charakterystyczny dla gatunku.

Dlaczego?

Kupujemy w dużej części oczami (jeśli się wam wydaje, że nie oceniacie książki po okładce, pisałam o tym tutaj) – kiedy wchodzimy do fizycznej księgarni lub na jej stronę internetową, okładki to pierwsza rzecz, która przyciąga naszą uwagę. I nawet, jeśli na półkach nie byłoby oznaczeń “Kryminał” czy “Romans”, to jest wysoce prawdopodobnym, że i tak bylibyście w stanie znaleźć sekcję, która was interesuje – po okładkach właśnie.

Każdy gatunek powieściowy wytworzył pewną stylistykę. Jasne, w każdym znajdą się też rodzynki, które tę stylistykę łamią – szczególnie będą to te powieści, które wydawca chce promować jako nieco “ambitniejszą” literaturę. Czytelnik, który jest fanem konkretnego rodzaju książek dużo chętniej sięgnie jednak po pozycję, która przypomina mu coś znanego – coś, o czym już teraz ma dobrą opinię. Ten sam mechanizm stoi też za powtarzającymi się od czasu do czasu falami książek o podobnych tytułach – na przykład “Mężczyzna, który…”, “Kobieta, która…”, co wyraźnie widać było po sukcesie “Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” Stiega Larssena.

Kryminały

Wewnątrz gatunku takiego jak “Kryminał” własny styl wykształciły też już podgatunki – na przykład dosyć łatwo rozpoznać kryminały skandynawskie, albo kryminały pisane na wzór powieści Agaty Christie. Książki należące do tej kategorii będą używać:

  • bezszeryfowych, często skondensowanych czcionek
  • ciemnego/monochromatycznego tła z tekstem w intensywnym kolorze, często połączonym z jednym elementem graficznym o tym samym zabarwieniu
  • postaci ustawionych tyłem do widza, lub z zaciemnioną lub zasłoniętą twarzą
  • opuszczonych, “tajemniczych” krajobrazów z mgłą
Podobne do siebie okładki kryminałów.
Podobne do siebie okładki kryminałów.

Innym popularnym trendem jest skupienie się na konkretnym przedmiocie odnoszącym się do tytułu lub fabuły, ustawionym na prostym tle i często dramatycznie oświetlonym.

Podobne do siebie okładki kryminałów.

Romanse

Romans jest dość specyficznym gatunkiem pod tym kątem, że ilość jego odnóg trudno zliczyć – jasne, mamy “tradycyjne” romanse obyczajowe czy harlequiny, elementy z tej kategorii można jednak wpleść też w powieść, która zalicza się również do kryminału czy fantasy. W związku z tym powiedziałabym, że trudno byłoby wyróżnić tutaj cechy charakterystyczne dla tego gatunku ogółem – natomiast już w konkretnych “podkategoriach” zrobić to dosyć łatwo.

I tak na przykład romanse z elementami thrillerowymi lub podobnymi będą miały często na okładce panów – w różnym stopniu roznegliżowania, zależnie od tego, czy w powieści afrodyzjakiem bardziej jest władza (wtedy zobaczymy raczej garnitur), czy fizyczność (wtedy zobaczymy panów, którzy zgubili koszule.

Podobne do siebie okładki romansów.

Jako przykład diametralnie odmienny można podać powieści romansowe mające przede wszystkim sprawić, żeby czytelnikowi zrobiło się ciepło na serduszku – czyli takie, w których scen erotycznych raczej nie uświadczymy, ale za to z kartek trzeba będzie strząsać od czasu do czasu nadmiar cukru.

Na okładkach takich książek zobaczymy często idylliczne krajobrazy, ładne domy, oraz obiekty i nie tylko liczone dwójkami.

Podobne do siebie okładki romansów.

Romanse fantasy z kolei również lubią roznegliżowanych panów – tym razem z magicznymi elementami w tle. Kategoria zwana paranormal romance ma też jednak np. tendencję do przedstawiania na okładkach bohaterek, a nie tylko obiektów ich zainteresowań – tutaj znajdziemy więc panie przedstawione w pozach sugerujących często siłę lub samodzielność.

Podobne do siebie okładki romansów.

No i w końcu romanse historyczne, które są podkategorią zawierającą wiele podkategorii. Ciekawy jest szczególnie regency romance – czyli historie osadzone w angielskim XIX wieku. Okładki książek tego typu przedstawiają zazwyczaj bohaterkę w historycznym stroju na tle odpowiedniej scenerii, lub obejmującą się parę. Charakterystyczne dla tego rodzaju powieści są jednak nie tylko konkretne ilustracje, ale też fonty – używa się ich dosłownie kilku, przewijających się mimo tego na okładkach różnych autorek wydanych przez różne wydawnictwa.

Podobne do siebie okładki romansów.

Fantasy

Książki fantasy, podobnie jak romanse, podgatunków mają cały legion – i też dużo prościej będzie wyróżnić tutaj cechy charakterystyczne konkretnych podkategorii, niż fantastyki jako takiej. Ten gatunek jest jednak według mnie jednym z najbardziej urozmaiconych pod kątek ilustracji, jeśli mówimy o literaturze popularnej – jasne, istnieją widoczne trendy, ale szukanie nowych rozwiązań jest tu dosyć mile widziane. Taka sytuacja występować będzie szczególnie wtedy, kiedy sama powieść wymyka się trochę sztywnym ramom – a z racji, że w fantastyce ogranicza autora wyłącznie wyobraźnia, wcale nie jest o takie przypadki trudno.

Dosyć łatwo można jednak opisać na przykład urban fantasy – czyli fantastykę, której akcja ma miejsce w świecie współczesnym, w którym żyją magiczne istoty, a niektórzy ludzie potrafią władać magią. Urban fantasy będzie miało częściej główne bohaterki niż głównych bohaterów, na okładkach zobaczymy więc:

  • kobiecie postaci w dynamicznych często pozach
  • ciemne tło – najczęściej będzie to scena miejska lub las
  • wysoki kontrast między kolorami, z jednym, intensywnym kolorem jako wiodącym
Podobne do siebie okładki książek fantasy.

Co ciekawe, w pozostałych podgatunkach fantastyki łatwiej jest wyróżnić trendy konkretnych epok niż podgatunku ogółem. Na przykład w latach dziewięćdziesiątych lub wcześniejszych okładki powieści fantasy (i sci-fi) były najczęściej bazowane na obrazach malowanych olejnie, więc tradycyjnymi technikami – tak tworzono np. ilustracje do pierwszych wydań książek Brandona Sandersona czy Georga R. R. Martina. Łatwo więc zidentyfikować książkę napisaną w tamtych latach z racji nieco “wypranych”, mało skontrastowanych kolorów, i charakterystycznych, grubych krojów pisma, często przyozdobionych kontrastującym obrysem.

Podobne do siebie okładki książek fantasy.

Za czy przeciw?

Żeby nie zarzucać was zbyt dużą ilością tekstu, zostańmy może przy tych trzech kategoriach – i zastanówmy się nad plusami i minusami takiej sytuacji.

Ludzie mają tendencję do szukania wzorów – właśnie dlatego niektórzy widzą Jezusa na spalonych tostach. Nasze mózgi bezwiednie porządkują rzeczywistość, wkładając odpowiednie przedmioty do odpowiednich szufladek – i dlatego mamy też konkretne trendy w tworzeniu “opakowań” do konkretnych przedmiotów. Z punktu widzenia zarówno projektantki, jak i czytelniczki, nie uważam tego za zjawisko negatywne – wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że ułatwia to wybór lektury i przyspiesza wyszukanie właściwej półki w księgarni. Mechanizm ten wydaje się też działać w księgarniach Internetowych czy chociażby przy szukaniu nowej książki na Legimi. Kiedy poluję na, powiedzmy urban fantasy, przeglądając większą kategorię wiem, na jakie okładki zwrócić uwagę – i przez to które powieści będą pasowały do celu moich poszukiwań.

Minusy? Mniejszy impuls dla kreatywności – to na pewno. Rzadko kiedy przy projektowaniu okładek dla książek wpadających w kategorie takie jak omówione powyżej można pozwolić sobie na nowatorstwo czy szukanie nowych rozwiązań (pomijając może niektóre odłamy fantasy, jak np. new weird). Trudniej jest też namówić autora czy wydawnictwo na ulepszenia raz ugruntowanego stylu, nawet, jeśli proponowane przez nas zmiany w zasadzie się w niego wpisują.

Jaka jest wasza opinia? Zwracacie uwagę na podobieństwa okładek?

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Panna Kajka

    Jestem tym człowiekiem, który prędzej sięgnie po wyróżniającą się okładkę niż coś, co widział już miliard razy – szczególnie, że wiele powieści (jeśli chodzi o kryminały na rynku polskim) powiela motywy. Jeśli na fali będzie kryminał z panią/panem prawnikiem, to zaraz pojawi się mnóstwo naśladowców i wszystko wygląda tak samo, brzmi tak samo, no koszmar 😛
    Do Twoich kategorii dodałabym jeszcze okładka – autor/seria. Widać to szczególnie na przykładzie Fabryki Słów, która swoje serie (np. Polskie Fantasy) albo autorów (np. Piekara) wydaje w jeden i ten sam sposób. Kiedy zaczynają dwóch autorów wydawać podobnie (McClellan – Flannery – Watson) ja się zaczynam gubić i czuję się trochę oszukana brakiem kreatywności 😛

    1. Marta

      Wyróżniające się okładki na pewno zwracają uwagę, ale IMO trzeba znaleźć właśnie balans między oryginalnością a wpisaniem się w gatunek. Co często nie jest takie proste, bo jak widać bardzo łatwo się wpada w powtarzalność. Albo wręcz wydawca każe ci robić coś, co jest niezbyt oryginalne, bo tak. 😛

      I good point z seriami! To w zasadzie też jest celowa polityka, żeby te okładki wyglądały tak samo, ale faktycznie przypadek McClellan – Flannery np. jest już dość mało fajny. 😛 Tutaj bym podejrzewała, że uznali te książki za na tyle podobne tematycznie, że właśnie chcą, żeby ludzie się pogubili i sięgnęli po kolejnego autora, bo jest podobny estetycznie do kogoś, kogo mogą lubić, nawet przez przypadek. A nuż jak przeczytają blurba to akurat kupią. 😛

Leave a Reply