23. Conlangi, cz. II – czyli cztery najciekawsze przypadki

Dwa tygodnie temu na bloga wpadła pierwsza część tekstu o conlangach – „Conlangi, czyli języki fikcyjne” – a dziś, żeby nieco doprecyzować temat, przedstawiam wam drugą – czyli, już konkretnie, cztery najciekawsze przypadki, które znajdziecie w filmach i serialach.

„Arrival”, czyli jak pisałaby ośmiornica

Film „Arrival”, lub „Nowy początek” wszedł do kin w 2016 roku. Opowiada on o pierwszym kontakcie ludźmi z obcymi z dziwniej, przypominającej nieco ośmiornice rasy, która posługuje się specyficznym, „kołowym” rodzajem pisma. Każdy ze znaków rozlewa się, przywodząc na myśl wsiąkający w papier atrament. Główną bohaterkę filmu gra Amy Adams – wciela się ona w lingwistkę, Louse Bank, której zadaniem zostaje rozszyfrowanie tajemniczego języka obcych.

„Arrival” – pierwszy kontakt z obcymi.

Język heptapodów – bo tak nazwano tę rasę – z „Arrival” jest nietypowy, bo, przede wszystkim, jest sposobem komunikacji istot nie posiadających humanoidalnego aparatu mowy, ani w ogóle humanoidalnej anatomii. Nie został też stworzony przez żadnego konkretnego lingwistę – odpowiedzialne za niego były dwie osoby, czyli Patrice Vermette, projektant produkcji, oraz jego żona Martine Bertand, która jako pierwsza naszkicowała wstępne glify – znaki – którymi w filmie posługują się obcy.

Na podstawie wstępnych szkiców Bertand powstało ponad sto różnych symboli składających się z wielu części – każda „nitka”, którą widzicie w filmie, ma swoje znaczenie. Pojedynczy logogram (czyli znak albo symbol reprezentujący dane wyrażenie) może być wyrazem prostej myśli – np. „Cześć”, ale też dużo bardziej skomplikowanej, np. „Przychodzę w pokoju”. Znaczenie ma też chociażby grubość linii – te grubsze mogą oznaczać ponaglenie, podniesienie „głosu”, cieńsze – spokój.

Wolkański, czyli język fanowski

Kojarzycie na pewno Star Treka? Jeśli tak, to kojarzycie też pewnie Spocka. Ten przedstawiciel wiecznie logicznej rasy Wolkan (ang. Vulcan), od czasu do czasu posługiwał się ich językiem – choć, trzeba przyznać, nieczęsto. Wolkański jest bowiem kolejnym językiem w tym przeglądzie, którego nie stworzył żaden konkretny lingwista – otóż wolkański stworzyli fani.

Leonard Nimoy Was Promised Spock Could Have an Operation If He Hated the  Ears | Hollywood Reporter
Tego Wolkanina na pewno znacie.

W oryginalnej serii serialu Star Trek (znanej pod skrótem TOS), wolkańskie frazy i słowa pojawiły się w większości w jednym epizodzie – „Amok Time”. Grono wielbicieli tego uniwersum jest jednak tak szerokie, że szybko zaczęto budować na podstawie tego ubogiego materiału, na początku w zinach, czyli amatorskich czasopismach, w których pojawiały się fanowskie opowiadania i rysunki. Stąd mamy na przykład pierwsze tłumaczenie frazy „Live long and prosper”, czyli tzw. „wolkańskiego salutu” – „Żyj długo i w dostatku”: Pastak v’dora lashe.

Po tych pierwszych próbach do pracy zabrała się Dorothy Jones Heydt, co miało miejsce w latach 60. Heydt była już lingwistką – choć nadal fanką, niezwiązaną bezpośrednio z franczyzą – i stworzyła wersję wolkańskiego, która miała już swoje własne zasady gramatyczne, rdzenie słów czy ustalony syntaks – szyk. Na jej wysiłkach bazowało potem wielu fanowskich twórców.

Ciekawostka: w tej wersji nazwisko Spocka brzmiało: Xtmprsqzntwlfb.

Oryginalne intro do „Star Treka”, przetłumaczone na wolkański.

Kolejnym wcieleniem wolkańskiego była wersja używana w bardzo znanej serii opowiadań Kraith, stworzonej przez Jacqueline Lichtenberg. Tam wolkański miał już wiele form – wysoką, niską i średnią, z których wysoka nie była możliwa do nauczenia się przez ludzi (mieli zbyt małą wrażliwość na dźwięki).

Pisana wersja wolkańskiego z kolei przypomina kojarzoną przez was na pewno ziemską notację muzyczną – i również podzielona jest na kilka wersji, zależnie jaką epokę historyczną ma odzwierciedlać.

Tę fascynującą historię kończy Mark Okrand – który stworzył tę wersję wolkańskiego, którą usłyszymy już w pełnometrażowych filmach. Ten sam pan odpowiedzialny był za Klingoński – w którym można spokojnie porozmawiać, a nawet deklamować Hamleta. I uczyć się go na Duolingo.

W wersji Okranda „Live long and prosper” brzmi już Dif-Tor heh Smusma.

Trigedasleng, czyli język po nuklearnej zagładzie

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak mówiliby ludzie sto lat po tym, jak nuklearna zagłada zmiotłaby naszą cywilizację z powierzchni Ziemi?

W serialu „The 100”, części ludzkości udało się przeżyć w kosmosie – na Arce, która jednak z biegiem czasu przestaje funkcjonować prawidłowo. Żeby sprawdzić, czy na planecie da się już przeżyć, na jej powierzchnię wysłana zostaje setka młodocianych przestępców – którzy spotykają tam jednak tych, którym pomiędzy gwiazdy nie udało się kiedyś uciec.

Why 'The 100' Needed to (Temporarily) Get Rid of Clarke Griffin - TV Insider
Główna bohaterka serii „The 100”, Clarke.

Zadanie stworzenia języka „Ziemian” otrzymał David Peterson – tak, ten pan od „Gry o Tron”. Podszedł on do tego wyzwania w dość prosty, ale wcale nie głupi sposób – wyszedł od mocno akcentowanego angielskiego, zmieszał go z systemem kodów stworzonym w tym uniwersum krótko po nukelarnej zagładzie i zastanowił się, w jaki sposób taka hybryda mogłaby ewoluować.

Ewoluowała ciekawie i, niekiedy, dosyć zabawnie. Na przykład matka w trigedasleng to nomon – co powstało od szybko wypowiadanych słów number one. To jednak przykład dość neutralny – słowo oznaczające „dobrego kucharza”, to… randzi. Kojarzycie tego pana?

Gordon Ramsay To Add Impossible Burger to His Restaurant | VegNews

A teraz powtórzcie: randzi. 😉

Inne ciekawe przykłady? Proszę bardzo: słowo heshta oznacza „o”, w sensie „o czymś”. Pierwowzór? Hashtag. Pojedynek? …Solo gun play.

Belter kreole, czyli język ludzi kosmosu

Okej, skoro mamy już język po nuklearnej zagładzie, to co powiecie na język ludzi kosmosu?

Jeśli oglądaliście lub czytaliście serię „Expanse” stworzoną przez J. A. Corey’a, na pewno wiecie, co mam na myśli. Jako, że ludzkość podróżuje już między gwiazdami w tym świecie od dłuższego czasu, pojawiły się osoby, które w kosmosie się urodziły, wychowały, i nie byłyby w stanie zapewne przeżyć dłużej w ziemskiej grawitacji. Wykształciły też własny język – który jest rodzajem języka kreolskiego. Nazywamy tak język, który stworzony został na podstawie kilku innych, istniejących już narzeczy, zazwyczaj w dość krótkim okresie czasu (w naszej rzeczywistości przykładami mogą być np. język kreolski z Haiti [francuski + języki zachodnioafrykańskie + inne wpływy], czy jamajski [angielski + bantu + akan]).

The Expanse Season 5: Release Date & Story Details | Screen Rant

Lang Belta stworzył Nick Farmer, łącząc ze sobą języki germańskie, słowiańskie, hinduskie, romańskie i nigero-kongijskie, inspirując się tym, jak powstawał kreolski z Haiti. Co ciekawe, Lang Belta ma wiele różnych odmian, a Farmer zadbał też o to, żeby np. inaczej posługiwały się nim postaci wykształcone, a inaczej – pochodzące z niższych klas społecznych.

Kolejną interesującą rzeczą w przypadku tego języka jest to, że ma on kolejną warstwę – a mianowicie, specyficzny zestaw gestów. Ramiona skrzyżowane nad głową na przykład oznaczają niebezpieczeństwo, a odpowiednikiem wzruszenia ramionami jest uniesienie jednej lub obu dłoni wewnętrzną stroną do góry.

Poniżej natomiast dwa sposoby, na który można pokazać komuś środkowy palec.

Inne?

Jeśli chcecie bardziej zgłębić temat, to polecam też przyjrzeć się językom z serialu „Defiance” (David Peterson), albo chociażby Na’vi z Avatara (Paul Fromer) który ciekawą ma chociażby wymowę, czy fakt, że słowo może się w nim składać w całości ze spółgłosek.

A już tym najbardziej ciekawskim polecam szczerze The Art of Language Invention Davida Petersona – które poza tym, że odsłania kulisy powstawania fikcyjnych języków, jest też najlepszym podręcznikiem do wstępu do językoznawstwa, jaki kiedykolwiek miałam w rękach.

Tym tekstem kończymy mini-cykl o konlangach – mam nadzieję, że było warto czytać! 😉

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Panna Kajka

    „The Art of Language Invention” Davida Petersona – dodane już do listy „to read”, chociaż pewnie zajmę się tym jak minie mi kolejna fala fascynacji polską sarmacką i przeczytam Pamiętniki Jana Chryzostoma, do czego zbieram się od lat 😉
    Nie ukrywam, na widok Spocka się uśmiechnęłam – jak zawsze, bo jednak trekkie jestem do szpiku kości. I dodałabym tutaj trochę o samym salucie wolkańskim jako o geście – a gest to przecież język – który wyszedł daleko poza startrekowe uniwersum i jest używany nawet przez ludzi nie posiadających zbyt wiele ze Star Trekiem do czynienia. Na początku pandemii powstał przecież pomysł, by dotychczasowe podanie ręki zastąpić czymś bezpieczniejszym i tutaj mocno wysunęła się kandydatura starego dobrego „live long and prosper”.

    1. Marta

      Very good point! Sam salut faktycznie jak najbardziej wpisuje się w kwestie językowe. 🙂

Leave a Reply