28. 2020 – czyli kilka słów podsumowania

„2020” nie zdążył się jeszcze skończyć, ale zdążył na pewno zostać już synonimem porażki, katastrofy, i zapowiedzi ostatecznej zagłady ludzkości.

W 2020 mój blog skończył też roczek (a dokładniej: w listopadzie) – co nie jest może wielkim osiągnięciem samym w sobie, ale na pewno sporym sukcesem dla mnie. Udało mi się pisać w miarę regularnie, nie poddać marazmowi i nawałowi innych zajęć, a na dodatek czerpać z blogowania całkiem sporo satysfakcji. Przyzwyczaiłam się do rytmu dwóch – trzech wpisów w miesiącu, zyskałam kilku stałych czytelników, rozjerzałam po bookstagramie i zaczęłam uważniej przyglądać się tematom, o których piszę. Zaczęłam też coraz częściej robić sama zdjęcia do postów – kolejny mały, ale ważny dla mnie kroczek.

2020 – Parę cyferek

W tym roku napisałam 26 tekstów – co daje nam średnio 2,15 posta na miesiąc. Nieco realistyczniej – przez większość miesięcy wrzucałam po 3 teksty miesięcznie, z wyjątkiem sierpnia i września, które były wyjątkowo mało owocne. Równa się to około 27 tysiącom słów – ze średnią około 1000 słów na post.

Przez bloga przewinęło się około 1000 unikalnych użytkowników, najwięcej – w lipcu i listopadzie tego roku. Najchętniej czytaliście post Demony wsi polskiej, do którego dotarło prawie 200 osób – co bardzo mnie cieszy, bo mam w planach kilka podobnych.

I tak, wiem – przy zasięgach dużych blogów moje cyferki wyglądają wybitnie amatorsko. Od samego początku zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że moje teksty będą raczej niszowe, a na inwestowanie dużych zasobów czasowych czy energetycznych w ich promocję nie będę w stanie sobie pozwolić. Cieszę się więc ogromnie z każdego czytelnika i komentarza – fajnie, że mnie znaleźliście i fajnie, że zostaliście na dłużej. 🙂

Nieco o czytaniu

W 2020 przewinęło się przez moje ręce 115 książek, w tym 8 komiksów – co jest chyba dowodem na to, że pandemia przysłużyła się w moim przypadku czytaniu, bo tak wysoka liczba nie pojawiła się na moim Goodreadsowym liczniku chyba od początku studiów. Daje to około 40,000 stron – najdłuższa książka, jaką przeczytałam, miała ich 730, najkrótsza – 32.

Jednocześnie pozwolę sobie dodać, że takie cyferki wynikają u mnie z kilku bardzo konkretnych przyczyn – od kiedy nauczyłam się czytać, czytam bardzo dużo i bardzo szybko. Na dodatek pracuję z domu, sama reguluję swój czas, a pandemia sprawiła, że z racji braku wielu innych rozrywek wbudowałam czas na czytanie w stały plan dnia. Dorzucę do tego jeszcze fakt, że ogrom tego, po co sięgam, to pozycje czysto rozrywkowe, które z zasady mają być szybkie i przyjemne.

Jeśli przeczytaliście w tym roku jedną książkę – cudownie. Jeśli przeczytaliście ich 15 – fantastycznie. Jeśli przeczytaliście 50 albo więcej, też super.

Snobowanie się na ilość przeczytanych książek jest równie bez sensu, jak snobowanie się, bo czyta się wyłącznie non-fiction albo wyłącznie dzieła klasyków – to nie ma sensu. Czytanie ma nam sprawiać przyjemność, ale bywa też rozrywką wymagającą – więc jeśli nie mieliście akurat w tym roku na nie za bardzo ochoty, albo lepiej oglądało się wam seriale czy grało w gry – fajnie, że spędziliście miło czas, w ten, czy inny sposób.

Toplista

Ja natomiast z mojego stosiku wyłuskałam to, co najlepsze, pomijając te, o których nadawałam nieustannie w trakcie roku (jak np. o „Niewidzialnych kobietach”). Poniżej dwa słowa o każdej z tych sześciu pozycji – trzech nietypowych książkach fantasy i trzech książkach non-fiction.

„Bezgwiezdne morze” – Erin Morgenstern

wyd. Świat Książki, 2020, tłum. Patryk Gołębiowski

Okładka i recenzja książki "Bezgwiezdne morze" Erin Morgenstern. // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

„Bezgwiezdne Morze” jest dla mnie niezaprzeczalnie książką roku – to napisana przepięknym, lirycznym językiem, wartstwowo budowana opowieść, w której baśnie przeplatają się z rzeczywistością. Świat zbudowany przez Morgenstern, na początku książki realistyczny i namacalny, z każdym rozdziałem coraz bardziej skrzy się od fantastycznych detali. Kolejne wątki przeplatają się ze sobą jak nici gobelinu, i nic nie jest takie, jak się wydaje.

Spodoba ci się, jeśli wysoko cenisz sobie warstwę językową powieści, lubisz nietypową fantastykę, lubisz książki o książkach.

„Kirke” – Madeline Miller

wyd. Albatros, 2019, tłum. Paweł Korombel ⁠

Okładka i recenzja książki "Kirke" Madeline Miller. // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

„Kirke” to z kolei powieść bazowana na greckiej mitologii – a dokładniej na historii wiedźmy-nimfy, uwięzionej przez bogów na wyspie Ajaja. Książka ma charakter powolnej, snutej gdzieś przy ognisku opowieści – ogromną rolę odgrywają tu emocje, a sama bohaterka, mimo władania magią i boskiego pochodzenia, jest bardzo niedoskonała. Razem z Kirke spotkamy postaci takie jak Odyseusz, Jazon czy Medea, ale też – co tu akurat dużo ważniejsze – przejdziemy przez różne etapy jej życia – przez okres bycia córką, kochanką, matką. Miller świetnie kontrastuje aspekty boskości i magii z brutalnością i kruchością ludzi, których bohaterka napotyka na swojej drodze, tworząc skomplikowane postaci i przepiękną historię.

Spodoba ci się, jeśli lubisz liryczny język, retellingi mitów, nie przeszkadza ci powolne tempo.

„Dworzec Perdido” – China Miéville

wyd. Zysk i S-ka, 2003, tłum. Maciej Szymański

Okładka i recenzja książki "Dworzec Perdido" Chiny Mieville'a. // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

China Mieville to pisarz tworzący w nurcie new weird – czyli fantastyki dziwnej, odmiennej, czasem nieco niepokojącej. „Dworzec Perdido” to jedna z najlepszych książek tego autora, jakie czytałam – kreuje on tutaj niesamowicie bogaty świat z niezliczoną ilością gatunków rozumnych istot, które w pewnym momencie łączą wysiłki, by zapobiec wspólnemu zagrożeniu. Intryga jest skomplikowana i wielowątkowa, a poszczególne nici plączą się i rozchodzą jedynie pozornie bez związku. W świat stworzony przez Mieville’a wpada się po uszy, a wizja roztaczanej przez niego rzeczywistości, w której każda postać ma własną historię, każda dzielnica miasta różni się od innej, każdy detal jest solidnie zakotwiczony i każda rasa chodzi swoimi ścieżkami – hipnotyzuje.

Spodoba ci się, jeśli lubisz solidny, skomplikowany worldbuilding z dużą dozą detali i wielowątkowe intrygi oglądane z wielu różnych punktów widzenia.

„Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet” – Karolina Bednarz

wyd. Czarne, 2019

Okładka i recenzja książki "Kwiaty w pudełku" Karoliny Bednarz // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

„Kwiaty w pudełku” przeczytałam niedawno, ale z całą pewnością zaliczę je do książek, po które trzeba sięgnąć – nawet jeśli, tak jak ja, nie interesujecie się na codzień rejonem Azji. Bohaterki reportażu Karoliny Bednarz są bardzo różne – przeczytamy o uczennicach i nauczycielkach, o kobietach bezdomnych, o tych, które doświadczają przemocy domowej, problemów psychicznych, o tych, które nie potrafią wyrwać się z matni społecznych oczekiwań i wręcz przeciwnie – o tych, które się buntują i wyróżniają. Autorka z ogromną dozą wrażliwości odmalowuje system społeczny Japonii, niezmiernie opresyjny wobec kobiet w każdej w zasadzie dziedzinie życia. Poruszone zostają tu zarówno współczesne uwarunkowania społeczne, jak i historyczne, pozwalając czytelnikowi przyjrzeć się japońskim kobietom z bardzo szerokiej perspektywy.

Spodoba ci się, jeśli interesujesz się tematami takimi jak prawa kobiet i równouprawnienie, jesteś ciekawy/a innych kultur, interesujesz się Azją.

„Because Internet: Understanding the New Rules of Language” – Gretchen McCulloch

wyd. Riverhead Books, 2019

Okładka i recenzja książki "Because Internet" Gretchen McCulloch. // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

Gretchen McCulloch, współzałożycielka popularnego podcastu „Lingthusiasm” oraz badaczka, opisuje w „Because Internet” jak zmieniał się język używany przez nas w Sieci – od momentu jej powstania do współczesności. Poczytamy tu więc o tym, jak ludzie w różnych zakątkach globu używają Facebooka czy WhatsAppa, ale też jak różni się sposób pisania w Internecie przez ludzi pochodzących z różnych pokoleń. Dowiemy się, w jaki sposób powstały emotki, i dlaczego używamy ich tak, jak w „realu” gestów – i ogromu innych fascynujących faktów. Autorka pisze na dodatek bardzo lekko i przystępnie, książka nada się więc też dla osoby, która językoznawstwa liznęła jedynie podstawy, chociaż może niekoniecznie dla całkowitego laika.

Spodoba ci się, jeśli interesują cię nowe media, Internet i językoznawstwo.

„Praca bez sensu” – David Graeber

wyd. Krytyka Polityczna, 2019, tłum. Mikołaj Denderski

Okładka i recenzja książki "Praca bez sensu" Davida Graebera. // Post: 2020 - czyli kilka słów podsumowania, Postscript.pl

David Graeber to zmarły w tym roku ekonomista i antropolog, znany z krytyki systemu kapitalistycznego – co robi też właśnie w tej książce. „Praca bez sensu” to solidnych rozmiarów lektura, napisana momentami dość akademickim językiem, ale z drugiej strony przytaczająca ogrom anegdot i relacji z rozmów przeprowadzonych przez autora z ludźmi wykonującymi najrozmaitsze zasoby. Okazuje się, że około 40% z nas uważa, że nasza praca nie ma sensu; wydaje mi się, że po tym roku, w którym mieliśmy okazję uświadomić sobie, które zawody faktycznie mają znaczenie, ten fakt zastanawia jeszcze bardziej. Książka Graebera to próba zanalizowania dlaczego tak bardzo staramy się udawać, że to, co robimy, czemukolwiek służy, choć fakty jasno temu przeczą – i co można spróbować z tym fantem zrobić.

Spodoba ci się, jeśli jesteś ciekawy, jak funkcjonuje rynek pracy i dlaczego funkcjonuje źle.

Turlając się dalej…

Życzę Wam w 2021 przede wszystkim trochę spokoju i normalności – a jeśli przeczytaliście w mijającym roku coś, co koniecznie chcielibyście polecić, dajcie znać – chętnie dodam do swojej listy.

I cóż – do zobaczenia w przyszłym roku. 🙂

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply