30. Słowa roku, czyli co w słownikach piszczy

Co roku duże słowniki różnych państw ogłaszają, jakie słowo zyskuje miano słowa roku – czyli najbardziej wpływowego, najczęściej używanego i najlepiej definiującego ostatnich dwanaście miesięcy. Nie zaskoczy was pewnie, że większość „słów roku” 2020 związanych była z pandemią – jak koronawirus wpływa na język pisałam już jakiś czas temu (klik!). W tym okresie wykazaliśmy się jednak jako społeczeństwo nadprzeciętną inwencją – Internet zalany został bowiem powodzią pomysłowych neologizmów. Poniżej – zestawienie najciekawszych!

Słowa roku według…

Zacznijmy od tych faktycznie wyróżnionych. Słowem roku według…

  • Miriam Webster jest pandemia. Pierwszy nagły wzrost wyszukiwań tego słowa słownik zanotował 3-ciego lutego, czyli w dniu, kiedy pierwszy covidowy pacjent w US został wypuszczony ze szpitala w Seattle. Pandemii szukano wtedy 1,621% razy częściej, niż rok wcześniej. Kiedy pandemii użyło pierwszy raz oficjalnie WHO, współczynnik ten skoczył do 115,806%.
  • Dictionary.com – ponownie, pandemia.
  • Cambridge Dictionary wyłamał się i wybrał słowo kwarantanna. Redaktorzy CD twierdzą, że było to trzecie wyszukiwane słowo w tym roku – zaraz po cześć i słownik, które wygrywają co roku.
  • Collins Dictionary i OpenDictionary uhonorowały z kolei lockdown.
  • W Australii koronę zdobyło coś nieco innego – iso, czyli skrót od isolation. W tamtym rejonie świata to właśnie ten skrót był najbardziej „płodny”, jeśli chodzi o tworzenie neologizmów – pojawiły się iso baking (izo pieczenie), iso kilos (izo kilogramy), iso bubble (izo bańka) i tym podobne.
  • Na naszym podwórku z kolei laury zgarnął koronawirus, co ogłosiła kapituła językoznawców przy UW. Co ciekawe, jako słowo dekady wygrało 500+.

Najciekawszych przypadków kilka

Poza najpopularniejszymi i, umówmy się, na tym etapie już niezbyt innowacyjnymi pandemiami i lockdownami, sławę i chwałę zyskiwały w zeszłym roku słowa nowe, dotychczas niespotykane, a tworzone w celu opisania zmienionej nagle rzeczywistości. I tak na przykład New York Times wyróżnił kilkanaście fraz, które według jego redaktorów miały znaczący udział w codzienności anglojęzycznej części globu, a Oxford Languages przygotowało na ten temat cały raport, w którym wyróżniono na przykład:

  • Blursday – kojarzycie to uczucie, kiedy macie wolne, nie pracujecie, nie chodzicie do szkoły, i dni zaczynają zlewać się w jedno? Podobne choć nieco mniej sympatyczne wrażenie zaczęło dopadać sporą ilość ludzi w trakcie lockdownu. Przymusowe zamknięcie w domu i praca zdalna, urozmaicana od czasu do czasu wycieczkami do sklepu po zakupy, sprawiły, że wszystkie dni zaczęły wyglądać tak samo. Tak narodził się blursday – kiedy nie wiadomo już w zasadzie, jaki jest dzień tygodnia, ale nie ma to szczególnego znaczenia.
  • Doomscrolling – scrollowanie Fejsbuka, Instagrama, czy kanałów informacyjnych weszło nam już w krew – i palce. 2020 obfitował jednak w wydarzenia, które niekoniecznie poprawiały nam humory, konsumowanie więc kolejnych złych informacji mogło znacząco wpłynąć na stan psychiczny wielu osób. Doomscrolling powstało, by opisać właśnie to zjawisko – niekontrolowane wchłanianie kolejnych newsów, z których każdy jest gorszy od poprzedniego.
  • Karen – choć słowo to było popularne w Internecie już wcześniej, to w czasach pandemii dostało swoje pięć minut. W przeniesieniu na polskie realia moglibyśmy pewnie użyć imion takich jak Karyna czy Grażyna – chodzi tu o osobę, najczęściej uprzywilejowaną kobietę w średnim wieku, która znana jest z robienia awantur w sklepach, odmawiania noszenia maseczki w miejscu publicznym, i ogółem zachowywania się w sposób żenujący i nieodpowiedzialny, a często też dyksryminujący i rasistowski (czego powodem jest zazwyczaj przekonanie o swojej wyjątkowości).
  • Coronials – żartobliwe określenie na pokolenie dzieci poczętych w trakcie lockdownów. Połączenie słów coronavirus oraz millenials.
  • Superspreaderw dosłownym tłumaczeniu „superroznosiciel”, czyli osoba, która zaraża chorobą bardzo wiele osób. Słowo to zyskało popularność szczególnie w kontekście fali zakażeń w Białym Domu.
  • Wet market – dosłownie „mokry rynek”. Fraza ta powstala początkowo na terenie południowej Azji i opisuje po prostu targ, na którym sprzedaje się świeże mięso, ryby i inne produkty spożywcze. Po wybuchu pandemii zaczęto jej jednak używać w mediach w celu opisania miejsc, w których nielegalnie sprzedaje się dzikie zwierzęta – takich jak to, które było źródłem wirusa.
  • Zoombombing – opisuje infiltrowanie połączeń przez Zooma przez niepożądane osoby – często w celu udostępniania materiałów przedstawiających przemoc czy pornografię. Takie ataki niekiedy poważnie utrudniały przeprowadzanie zdalnych zajęć czy spotkań biznesowych, co poskutkowało wzmożeniem zainteresowania bezpieczeństwem w wirtualnym świecie.
  • Antropauza – słowo opisujące zmiany środowiskowe spowodowane pandemią – takie jak ograniczenie emisji CO2 poprzez ograniczenie podróży, czy zmniejszenie się zanieczyszczenia światłem i hałasem na całym świecie.
  • Maskne – od acne i mask – czyli wysyp trądziku spowodowany noszeniem maseczki.
  • Quarantini – drink wypity w izolacji.

Wiele źródeł zwracało też uwagę na medykalizację codziennego języka – do słów, które zaczęliśmy coraz częściej używać na codzień, weszły określenia takie jak PPE (Personal Protective Equipment, czyli środki ochrony osobistej), respirator, czy chociażby, już na naszym podwórku, szpital jednoimienny.

W polskich warunkach pojawiła się też masa złożeń ze słowem korona – takich jak koronaparty, koronalia, koronagedon. Z mniej powszechnym – pojawiła się np. koronadyktatura na opisanie sytuacji na Węgrzech.

Z innych newsów

Jeśli chodzi o innego rodzaju wpływ koronawirusa na język, to lingwiści podkreślają jak na razie dwie rzeczy: to, jak ważne okazały się języki mniejszościowe i narodowe (komunikaty w angielskim nie docierają jednak do sporych rzesz ludzi w wielu krajach, choćby członków mniejszości etnicznych, imigrantów czy uchodźców), oraz efekt, jaki pandemia będzie miała na edukację. Szacuje się, że wyniki testów sprawdzających umiejętności uczniów będą zauważalnie niższe, niż wcześniej – nauczanie zdalne często nie daje równie dobrych efektów, co stacjonarne. Szkoła ma też za zadanie wyrównanie nierówności społecznych, również poprzez naukę różnych rejestrów, np. bardziej formalnych, czy komunikacji w grupie rówieśniczej. Te elementy w nauczaniu zdalnym są w zasadzie niemożliwe lub przynajmniej bardzo trudne do zrealizowania.

A co przed nami?

Jak na razie 2021 nie zapowiada się optymistycznie, niewykluczone więc, że za kolejnych 12 miesięcy znów okaże się, że pandemia i lockdown wygrywają w kategorii „Słowo roku”. Trzymajmy jednak mocno kciuki, żebyśmy mogli dokonać wyborów nieco bardziej urozmaiconych – i mniej depresyjnych!

Źródła

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply