32. 5 ciekawostek językowych – II

Dzisiaj krótko, konkretnie, i interesująco – czyli 5 ciekawostek językowych, edycja druga.

1. Widzę twój akcent

Jeśli pamiętacie poprzedni post z tej serii [11. 5 językowych ciekawostek na długie popołudnie], to kojarzycie zapewne, że języków migowych na świecie jest całkiem sporo. Dorzucę do tego faktu kolejny: w językach migowych też można mieć akcent! Tak samo jak językach mówionych, tak i w migowych tworzą się wariacje, zależne od regionu, grupy społecznej, płci, czy pochodzenia etnicznego.

Przykład? Proszę bardzo. Niesłyszący pochodzący z południowych USA mają tendencję do częstego dotykania dolnej części twarzy i klatki piersiowej, będą też migać wolniej, niż ktoś pochodzący z północy. Trochę inaczej będą migać Afroamerykanie, inaczej ludzie biali.

Jeśli chcecie zobaczyć te różnice, obejrzyjcie ten film:

I uwaga – tak, to jest film bez dźwięku. I to nie dlatego, że coś nie działa. 🙂

2. Demoniczna autokorekta

Każdy z nas zna chyba ból nadmiernie ochoczej autokorekty – zdziwić was może jednak, że ból ten dzielili z nami również średniowieczni mnisi. Rolę tę pełnił w wiekach średnich demon o dźwięcznym imieniu Titivillus, którego zadaniem było kierowanie mnisimi piórami tak, by popełniały one błędy. Pierwsze odniesienie do Titivillusa pojawia się w 1285 roku w Tractatus de Penitentia – opisuje się tam go jako demona, który „codziennie napełnia fragmentami słów tysiąc worków”, ten miał bowiem też zbierać do worka niedbale wymówione przez zakonników sylaby modlitw (poza tym, Titivillusem straszono też niesfornych wiernych, którzy gadali w kościele).

A co zakrawa już na prawdziwy chichot losu, spora część edycji The Oxford English Dictionary w XX **wieku **była drukowana z literówką prowadzącą do niewłaściwej strony w haśle opisującym najwcześniejszą o nim wzmiankę…

Książka z napisem "666".
Photo by Maria Pop on Pexels.com

3. Damom tak nie wypada

Chcielibyście, żeby język traktował obie płcie tak samo i wydaje wam się, że w polskim trudno jest znaleźć neutralne formy? To pewnie dlatego, że nigdy nie uczyliście się japońskiego.

Japoński bowiem jest językiem, w którym mężczyźni i kobiety powinni wypowiadać się odrobinę inaczej – i nie chodzi tu o aspekty takie jak ton czy unikanie przekleństw. Japończycy poszli o krok dalej – istnieją domeny językowe, w których słownictwo używane przez kobiety znacząco różni się od tego używanego przez mężczyzn.

Na przykład: kobiety powinny używać dłuższych form niektórych słów – uważa się je wtedy za delikatniejsze i grzeczniejsze. W ten sposób na przykład słowo hana – „kwiat”, dla kobiet będzie brzmiało ohana.

Kobieta pisząca pismem kanji.
Photo by Engin Akyurt on Pexels.com

Płciowo różnicuje się też czasownik „być” – w języku „kobiecym” się go czasem pomija. Mężczyźni powiedzą „To jest pająk”, kobiety – „To pająk”. Jeśli z kolei chodzi o wymowę, to u mężczyzn akceptowalne jest redukowanie /ai/ do /e/, podczas gdy u kobiety zostałoby to uznane za nieeleganckie.

Zasady tego typu nie są naturalnie równe podstawowym regułom gramatycznym, ale nie przestrzeganie ich może w niektórych kręgach skazywać na społeczny ostracyzm, a już na pewno – niechęć otoczenia.

4. Symbolika dźwięków

W niektórych językach istnieje zjawisko takie, jak ideofony. Co to takiego? Już wyjaśniam.

Ideofonem nazwiemy słowo, które przywołuje na myśl konkretną ideę poprzez dźwięk czy ruch – możemy do nich zaliczyć onomatopeje (wyrazy dźwiękonaśladowcze) takie jak kocie miau, czy na przykład bach! trach! na dźwięk upadku. W językach zachodnich raczej nie używamy ich na codzień, istnieją jednak systemy, w których ideofony są równie ważną częścią słownictwa, jak czasowniki czy rzeczowniki. Do takich języków zaliczymy np. afrykaskie Xhosa czy Zulu, czy koreański.

Koreański ideofonów ma tysiące – dzielą się one na takie, które naśladują dźwięki, i na takie, które przekazują doznania wzrokowe, dotykowe lub psychiczne. Służą do ubarwiania opowieści, ale nie tylko w sensie teatralnym czy literackim – są dodatkowym detalem, który można wpleść w zdania, żeby uszczegółowić czy ukonkretnić to, co chcemy przekazać.

Budynek w Korei.
Photo by Carlos Cuadros on Pexels.com

Łapcie kilka przykładów:

tengteng [teŋdeŋ] (뎅뎅): dźwięk metalowego obiektu uderząjącego wielokrotnie o inny metalowy obiekt

cwukcwuk [ʨukʨuk] (죽죽): dźwięk ostrego przedmiotu drapiącego wielokrotnie o konkretną powierzchnię (np. kredy używanej do rysowania długich linii na tablicy)

wumcik [umʤik] (움직): dźwięk towarzyszący ruchowi obiektu o ograniczonej swobodzie ruchu (np. człowieka przesuwającego ciężar ciała podczas siedzenia na krześle)

5. Zacznijmy od alfabetu…

Jeśli uważaliście na lekcjach polskiego w podstawówce, to pamiętacie zapewne, że polski alfabet składa się z 32 liter. 32 to ilość niedoprowadzająca do rozpaczy przy zapamiętywaniu… co powiecie jednak sto sześć tysięcy dwieście trzydzieści?

Tyle znaków ma największy dotąd wydany słownik znaków języka chińskiego (Dictionary of Chinese Character Variants, wydany w Tajwanie w 2004 roku). Dotychczas wydawane obejmowały znaków od czterdziestu siedmiu tysięcy do pięćdziesięciu czterech.

Czerwone papierowe latarnie z chińskim pismem.
Photo by mentatdgt on Pexels.com

Pociesza jednak fakt, że lwiej części z tych znaków nie używa się na codzień albo używa jedynie w konkretnych regionach. Szacuje się, że przeciętny Chińczyk będzie znał od 1500 do 2000 znaków; ci, którzy są wyjątkowo wyedukowani, prawdopoodobnie do 8000.

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply