33. Opowieści w opowieściach, czyli mitologia i fantastyka – Europa

Zastanawialiście się kiedyś, na podstawie jakich historii twórcy fantastyki tworzą swoje dzieła? Inspirowanie się opowieściami sprzed wieków jest w literaturze powszechne nie od dziś, i to nie tylko fantastycznej – ogrom opowieści należących do innych gatunków również opiera się na ramach, które stworzono dawno, dawno temu. Istnieją dziesiątki retellingów popularnych baśni ubranych w nowe kostiumy, i z każdym rokiem powstają nowe – na każdą historię zawsze spojrzeć można z innej perspektywy. Jeśli jednak chodzi o mitologię i fantastykę, to stwierdzenie, że są one związane wyjątkowo blisko nie będzie przesadą – myślę, że trudno byłoby znaleźć współczesną powieść fantasy, która nie zawierałaby elementów jakiegoś mitu. Przed wami część pierwsza bardzo długiego posta, czyli mitologia i fantastyka, wersja: Europa.

Przez długi czas toplistę popularności wieńczyła mitologia celtycka, której elementy można znaleźć chociażby u naszego rodzimego Sapkowskiego (szeroko rozpowszechniona iluzja, że „Wiedźmin” jest oparty głównie na mitologii słowiańskiej to, cóż, iluzja – w Sadze mamy przede wszystkim mit arturiański i motywy zapożyczone od Celtów). Od jakiegoś czasu jednak do głównego nurtu fantastyki (raczej anglojęzycznej, u nas niestety tłumaczy się takich książek jeszcze niewiele) zaczęły przebijać się też powieści oparte na podaniach innych kultur, nieco ubarwiając krajobraz wzorowany dotychczas mgliście na „europejskim średniowieczu”.

W tym poście – krótki przegląd. Jakie kultury inspirują twórców fantastyki najczęściej? W jaki sposób te inspiracje wykorzystują, i na ile wiernie?

Zacznijmy od klasyki.

Tolkien i legendy północy

Zdjęcie przedstawia dom hobbita z powieści Tolkiena w Nowej Zelandii.
Shire, Hobbiton Movie Set, New Zealand

Jeśli czytaliście Władcę pierścieni, to kojarzycie pewnie, że Tolkien, jako uniwersytecki profesor i utalentowany lignwista, do stworzenia Śródziemia wykorzystał cały kalejdoskop motywów znanych z różnych przekazów. Po pierwsze, odnaleźć w jego dziełach jesteśmy w stanie ślady podań staroangielskich, na przykład Beowulfa (stamtąd pochodzi np. najprawdopodobniej nazwa „Meduseled”, czyli siedziba królów Rohanu).

Po drugie – dużą rolę odgrywa tu mitologia germańska, szczególnie nordycka. Według badaczy twórczości Tolkiena pierwowzorem Gandalfa był Odyn, a na przykład zniszczenie mostu Kazad-dûm w Morii wzorowane było na zniszczeniu asgardzkiego Bifrostu.

Kolejnym ciekawym elementem jest fiński epos narodowy, czyli Kalevala – do której najwięcej bezpośrednich nawiązań znajdziemy w opowieści o Turinie. Tak jak we Władca Pierścieni, fabuła Kalevali również krąży wokół magicznego przedmiotu obdarowującego posiadacza potęgą, o który walczą siły zła i dobra, ale który zniszczony jest na końcu opowieści. Głównego bohatera eposu, Väinämöinena, przyrównuje się zarówno do Gandalfa, jak i Toma Bombadila. Z kolei Quenya, jeden z języków elfów, wzorowany był też właśnie na fińskim.

O mitologicznych śladach w twórczości Tolkiena możnaby jednak napisać nie post, a całą książkę, co zresztą nie raz już zrobiono – więc jeśli jesteście ciekawi, to odsyłam was do, na przykład, The Evolution of Tolkien’s Mythology Elizabeth Whittingham, albo – krócej – do An Overview of the Northern Influences on Tolkien’s Works Gloriany St. Clair.

A my idziemy dalej.

Wieczni Grecy

Zdjęcie przedstawia Herkulesa walczącego z Hydrą. Ilustracja do wpisu mitologia a fantastyka: Europa.
fantasy scene knight fighting dragon

Starożytna Grecja fascynuje od zawsze – nowych wersji greckich mitów i dramatów co roku tworzy się mnóstwo. Sporo z nich nie wpada wcale w kategorię fantastyki, a klasycznymi motywami zaczerpniętymi z tego systemu posiłkują się też twórcy innych dzieł wszelakiego rodzaju. Wewnątrz gatunku można to robić jednak zarówno na poważnie, jak Madeline Miller (o jej „Circe” pisałam już sporo razy, odsyłam was więc tu: KLIK! jeśli chcecie poczytać więcej) czy Ursula Le Guin, jak i czysto rozrywkowo – jak Rick Riordan. Co ciekawe, raczej niewielu twórców decyduje się na tworzenie własnych historii fantasy w „kostiumie” starożytnej Grecji czy Rzymu – w tej kategorii mitologicznej zdecydowanie królują retellngi, czyli czyli historie opierające się na ponownym opowiedzieniu jakiegoś mitu czy legendy, często z punktu widzenia innego bohatera/bohaterki.

Ursula Le Guin, „Lavinia”

Polskie wydanie: Książnica, 2009. Tłumaczenie: Łukasz Nicpan.

Ursulę Le Guin kojarzycie zapewne z cyklu o Ziemiomorzu. „Lavinię” autorka oparła na „Eneidzie” Wergiliusza – w którym to poemacie bohaterka Le Guin jest „nagrodą” za trudy Eneasza, ale sama nigdy nie wymawia ani słowa.

Jest coś fascynującego w patrzeniu na znane nam dobrze wydarzenia zupełnie innymi oczami, a proza Le Guin jest niezmiennie świetna. Książka doceniona została zresztą całą rzeszą nagród – choćby Locusem i Mythopeicą.

Lawinia dorastała w klimacie wolności i pokoju, dopóki nie zjawili się kandydaci do jej ręki. Jej matka nalega, by poślubiła urodziwego, ambitnego Turnusa. Tymczasem wróżby i proroctwa, ogłoszone u świętych źródeł, zapowiadają, że poślubi cudzoziemca, stanie się przyczyną okrutnej wojny i niedługo będzie cieszyła się małżonkiem. Kiedy flota trojańskich okrętów wpływa w ujście Tybru, Lawinia postanawia wziąć los w swoje ręce. I opowiada nam to, czego nie opowiedział Wergiliusz: historię swojego życia i swojej miłości.

Margaret Atwood, „Penelopiada”

Polskie wydanie: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2005. Tłumaczenie: Magdalena Konikowska-Putresza.

Atwood to kolejna uznana autorka w tym zestawieniu, i kolejna, która zdecydowała się na retelling z perspektywy kobiecej postaci – tym razem w centrum wydarzeń jest Penelopa, wierna żona Odyseusza. Autorka powzięła sobie za cel urealnienie mitu – i żadna z jej postaci nie jest tu do końca pozytywna.

Penelopiada wywraca homerycki wizerunek Odysa. Atwood pokazuje świat mitycznych wydarzeń z perspektywy Penelopy, oszukiwanej przez lata żony bohatera. Ten okazuje się zakłamanym kobieciarzem, Helena zadufaną w sobie kokietką, dwór zbiorowiskiem postaci o podejrzanych charakterach. Penelopa nie oszczędza także siebie jej historia, legendarna wierność i posłuszeństwo, również mogą okazać się tylko mitem, półprawdą wykreowaną dla potrzeb szerszej publiczności. Margaret Atwood swą powieścią celnie podważa ideę mitu. Błyskotliwym osądem i ciętym dowcipem obala schematy myślenia, proponuje nowe możliwości odczytania utrwalonej w tradycji wersji wydarzeń.

Rick Riordan, „Złodziej Pioruna”

Polskie wydanie: Galeria Książki, 2009. Tłumaczenie Agnieszka Fulińska.

Riordan zamiast brania mitów na poważnie proponuje z kolei coś czysto rozrywkowego, i na dodatek dla młodzieży. Jego „Złodziej Pioruna” to pierwsza część cyklu opowiadającego o Percym Jacksonie, synu ludzkiej kobiety i Posejdona – autor stworzył świat, w którym greccy bogowie są nie tylko realni, ale tak samo jak w mitach nadal zakochują się w śmiertelnikach i śmiertelniczkach i zdarza im się mieć z nimi dzieci. Seria podbiła serca czytelników na całym świecie, doczekała się niezbyt udanej ekranizacji, i liczy sobie pięć tomów.

Wiecie co, wcale nie chciałem być herosem półkrwi. Nie prosiłem się o to, żeby być synem greckiego boga. Byłem zwyczajnym dzieckiem: chodzącym do szkoły, grającym w koszykówkę i jeżdżącym na rowerze. Nic szczególnego. Dopóki przez przypadek nie wyparowałem nauczycielki matmy. Wtedy się zaczęło. Teraz zajmuję się walką na miecze, pokonywaniem potworów, w czym pomagają mi przyjaciele, a poza tym staram się po prostu przeżyć. Przedstawiam wam opowieść o tym, jak Zeus, bóg niebios, uznał, że ukradłem mu piorun – a rozgniewany Zeus to naprawdę spory problem.

Udajmy się na północ

Zdjęcie przedstawiające wikinga na tle drakkara, łodzi. Ilustracja do wpisu o mitologii w fantastyce.
Arrrrgh!

Wikingowie wzbijają się ostatnimi czasy na szczyty popularności, ale mitologia germańska, z nordycką jako najlepiej chyba znaną gwiazdą, zawsze była chętnie wykorzystyna w fantastyce. Tak jak po mity greckie autorzy sięgają najczęściej w celu stworzenia retellingu, jak Atwood czy Le Guin, tak bogowie nordyccy i nieodłącznie z nimi związane opowieści o krwiożerczych wikingach idealnie wpisują się w klasyczne fantasy. Nie są to jednak jedyne opcje – zawsze można też pójść w kierunku nieco innym, i stworzyć Amerykańskich bogów, gdzie Gaiman wykorzystuje mity nordyckie (i nie tylko), by stworzyć własną, oryginalną opowieść we współczesnych dekoracjach.

Neil Gaiman, „Amerykańscy bogowie”

Polskie wydanie: MAG, 2013. Tłumaczenie Paulina Braiter-Ziemkiewicz.

Powieść Gaimana zaliczyć można już do klasyki gatunku – w jego Amerykańskich bogach spotkamy nie tylko bóstwa nordyckie, ale i rozmaite inne, niemniej to Odyn – Pan Wedensday – jest tu jedną z głównych postaci. Historia, skupiająca się wokół mężczyzny imieniem Cień, jest próbą odpowiedzi na jedno pytanie: co, jeśli życie bogów zależne było od ludzkiej wiary?

Po trzech latach spędzonych w więzieniu Cień ma wyjść na wolność. Ale w miarę jak do końca odsiadki pozostają tygodnie, godziny, minuty, sekundy, czuje narastający niepokój. Na dwa dni przed zakończeniem wyroku, jego żona, Laura, ginie wypadku samochodowym w tajemniczych okolicznościach – wszystko wskazuje na zdradę małżeńską. Oszołomiony Cień powraca do domu, gdzie spotyka tajemniczego Pana Wednesday, twierdzącego, iż jest uchodźcą wojennym, byłym bogiem i królem Ameryki. Razem wyruszają oni w niesamowitą podróż przez Stany, rozwiązując zagadkę morderstw, które co zimę są dokonywane w małym amerykańskim miasteczku. Jednak podąża za nimi ktoś, z kim Cień musi zawrzeć pokój.

Joe Abercrombie, „Pół króla”

Abercrombie znany jest z mrocznego, brutalnego fantasy – odnalezienie jego powieści oznaczonej metką „Young Adult” było dla mnie więc pierwotnie lekkim zaskoczeniem. Pół króla, jak i kolejne tomy trylogii Strzaskane morze okazały się jednak równie świetnie napisane, jak pozostałe powieści tego autora – jedyną różnicą jest tu młodszy niż standardowo wiek bohaterów. Abercrombie jest mistrzem światotwórstwa i tworzenia głębokich, niejednoznacznych postaci, a elementy kultury i mitologii nordyckiej wplata w tkankę opowieści barwnie i nietuzinkowo.

Książę Yarvi poprzysiągł zemstę zabójcom ojca. Chce odzyskać czarny tron.

Najpierw jednak jako sprzedany w niewolę galernik musi stawić czoło okrucieństwu i srogiemu morzu. I to mając tylko jedną sprawną rękę!

Oszukany stanie się oszustem.

W oczach świata jest słaby. Nie utrzyma tarczy ani nie chwyci za topór, dlatego musi z umysłu uczynić zabójczą broń.

Zdradzony sam zostanie zdrajcą.

W osobliwej kompanii wyrzutków znajduje wsparcie, na jakie nie mógłby liczyć wśród szlachetnie urodzonych.

Czy ten, który padł ofiarą uzurpatora, sam się nim stanie?

Yarvi ma u boku lojalnych przyjaciół, lecz zawiła ścieżka, którą kroczy, może się zakończyć tym, czym się rozpoczęła – niespodziewanym zwrotem, zasadzką i śmiercią króla.

Joanne M. Harris, „Ewangelia według Lokiego”

Polskie wydanie: Akurat, 2014. Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz.

„Ewangelia” to kolejny retelling – tym razem jednak nie z feministycznego punktu widzenia. W książce Harris główną rolę gra Loki, z którego punktu widzenia obserwujemy zarówno początek, jak i koniec nordyckich bogów. Loki jest zresztą popularną postacią – na naszym rodzimym terenie za cel obrał go np. Jakub Ćwiek w popularnej serii „Kłamca”, podchodząc do tematu jednak nieco bardziej rozrywkowo.

Podstępny i złośliwy Loki jest szczerze znienawidzony przez innych bogów. Postanawia doprowadzić do upadku krainy Asgard i do upokorzenia swoich prześladowców. Kierowany chęcią zemsty za prawdziwe i urojone upokorzenia, cierpliwie knuje spisek aż do czasu, kiedy okazuje się, że znacznie potężniejsi wrogowie połączyli siły, by zniszczyć nordyckich bogów. Zbliża się Ragnarok – wielka bitwa, która zdecyduje o losach świata, a nawet o jego istnieniu. Po czyjej stronie ostatecznie opowie się Loki? Kto wyjdzie zwycięsko z tytanicznych zmagań? Czy świat ocaleje, a jeżeli tak, to kto będzie sprawował nad nim władzę?

Celtowie i Sidhe

Zdjęcie przedstawia Stonehenge. Ilustracja do wpisu mitologia a fantastyka.

Wierzenia Celtów w fantastyce są chyba najbardziej eksploatowane ze wszystkich politeistycznych panteonów – robi się to zarówno w klasycznym fantasy, gdzie akcja ma miejsce w quasi-średniowieczu, jak i na przykład w urban fantasy, czyli powieściach, których fabuła koncentruje się na czasach quasi-współczesnych. Jeśli zresztą spojrzymy na ten ostatni podgatunek, to Celtowie wygrywają tutaj bezkonkurencyjnie – z jakiegoś powodu żaden inny zestaw mitów nie jest w tej kategorii tak często wykorzystywany. Stosunkowo niewiele będzie tu z kolei retellingów – wydaje się, że autorzy wolą budować na bazie mitów celtyckich własne historie.

Juliet Mariller, „Córka lasu”

Polskie wydanie: Papierowy księżyc, 2019. Tłumaczenie: Magdalena Grajcar , Ewelina Zarembska.

Juliet Mariller to autorka, której cała twórczość głęboko zakorzeniona jest w anglosaskich mitach – poczynając od „Córki lasu”, czyli pierwszego tomu serii „Siedmiorzecze”. Seria ta dotarła do naszego pięknego kraju dopiero pod koniec 2019 roku, czyli równe 20 lat po wydaniu oryginału – co jest nieco niedorzeczne, szczególnie biorąc pod uwagę, że ten zdążył już zostać uznany za klasykę gatunku. Mariller posługuje się przepiękną prozą, jeśli czytacie więc po angielsku, gorąco zachęcam was do sięgnięcia po oryginał – jeśli zaś nie, to do postawienia sobie ślicznej zresztą polskiej wersji na półce.

Osadzona u schyłku starożytnej Irlandii, gdzie mity były prawem, a magia mocą natury, jest to historia Sorschy, siódmej córki siódmego syna, posępnego Lorda Columa i jej sześciu kochanych braci.

Lord Colum z Siedmiorzecza został pobłogosławiony sześcioma synami: Liamem, naturalnym przywódcą; Diarmidem, którego pasją są przygody; bliźniakami Cormackiem i Connorem, każdym z innym powołaniem; zbuntowanym Finbarem, znacznie dojrzalszym niżby wskazywał na to wiek, a wszystko to przez jego dar oraz młodym, współczującym Padriackiem.

Lecz to Sorscha, jego siódme dziecko, a zarazem jedyna córka, zostaje skazana na samotną obronę swojej rodziny i ziem. Wszystko to dlatego, że jej ojciec został oczarowany, a na jej braci rzucono zaklęcie, które tylko Sorscha może złamać

By ocalić życie swoich braci, Sorscha opuszcza jedyne bezpieczne miejsce, jakie do tej pory znała i wyrusza w podróż pełną bólu, straty i przerażenia.

Kevin Hearne, „Na psa urok”

Polskie wydanie: Rebis, 2011. Tłumaczenie: Maria Smulewska.

Seria „Kroniki Żelaznego Druida” Hearne’go opowiada o Atticusie O’Sullivanie – druidzie liczącym sobie lat niespełna dwa tysiące, który nieustannie pakuje się w kłopoty związane z bogami. W tej chwili przygód Atticusa ukazało się już tomów 9, wszystkie tłumaczone na polski, a do bóstw celtyckich, które mają bohaterowi coś za złe, dołączyły też te pochodzące z innych systemów wierzeń. Sullivan jest bohaterem niezmiernie charyzmatycznym, książki trzymają szybkie tempo, są pełne akcji i błyskotliwych dialogów – niekiedy porównuje się je do serii Jima Butchera o Harrym Dresdenie. „Kroniki” to książkowe odpowiedniki filmów akcji z dużą ilością wybuchów – czyli idealna lektura, jeśli potrzebujecie po prostu niezłej rozrywki.

Atticus O’Sullivan to gwiazda rockowa wśród magików – ten przystojny Irlandczyk to tak naprawdę ostatni z druidów. Polegając na swych nadprzyrodzonych mocach, wrodzonym sprycie i uroku osobistym, już od dwóch tysięcy lat ucieka przed pewnym celtyckim bogiem. Kiedy jednak w sennym miasteczku Tempe w Arizonie, gdzie się ostatnio zaszył, pojawia się ponętna bogini śmierci Morrigan, jako forpoczta celtyckiego panteonu, Atticus nie ma złudzeń – zanosi się na poważne kłopoty…

Na psa urok to pierwszy tom cyklu urban fantasy. Hearne wypełnia ten świat barwnymi postaciami. Jest tu gadający wilczarz irlandzki i wataha wilkołaków-wikingów, i piękna barmanka opętana przez hinduską boginię, wampir-prawnik i… polskie wiedźmy, którym udało się umknąć nazistom. Szalona mieszanka mitów i współczesności, bohater obdadrzony ciętym dowcipem, niespodziewane zwroty akcji – to dość, by rozchichotany czytelnik przeczytał powieść jednym tchem.

Seanan McGuire, „Rosemary and Rue”

Polskie wydanie:

Przygody Toby Daye to jedyna seria w tym zestawieniu, której po polsku niestety nikt jeszcze nie wydał – a szkoda, bo Seana McGuire to autorka pisząca świetne, rozrywkowe fantasy, bardzo sprawnie łącząca klasyczne celtyckie motywy z współczesnym światem (autorka ma na swoim koncie zresztą też inne cykle, np. fantastycznie manipulujące klasycznymi baśniami „Indexing”, pisze też dla Marvela – popełniła całkiem sporo scenariuszy do komiksów o X-Menach czy serii o Spidermanie). Historia Toby – October Daye liczy sobie w tej chwili tomów 15, a dwa kolejne są zapowiedziane. Zależnie od części cyklu, McGuire proponuje nam niekiedy lekką rozrywkę, niekiedy opowieść w nieco horrorowym klimacie, a czasem – skomplikowaną intrygę. Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po tę serię, to gwarantuję, że szybko się nie oderwiecie – ja zatrzymałam się w tej chwili w okolicach tomu 11, pięć pierwszych połknąwszy jeden po drugim.

October „Toby” Daye, pół-człowiek i pół-fae, od narodzenia wszędzie była obca. Po złych doświadczeniach z obiema częściami swojego dziedzictwa, Toby odwróciła się od świata Faerie, wycofując do „normalnego” życia. Niestety, Faerie nie zamierza jej tak łatwo odpuścić…

Morderstwo hrabiny Evening Winterrose wciąga Toby z powrotem do domeny fae. Niezdolna do przełamania przedśmiertnej klątwy Evening, która nakazuje jej zbadać sprawę, Toby musi ponownie stać się błędnym rycerzem i odnowić stare sojusze. Gdy na powrót wkracza do społeczności fae, zmuszona do radzenia sobie z istotami nie będącymi ani w pełni złymi, ani dobrymi, zdaje sobie sprawę, że jeśli nie znajdzie zabójcy, utraci nie tylko własne życie.

Koniec części pierwszej!

Ten tekst rozciągnął się już i tak jak niekończące się spaghetti, na dzisiaj na tym więc skończymy. Niebawem ukaże się jednak kontynuacja – w której zerkniemy na książki inspirowane mitologiami nieeuropejskimi!

Linki

St. Clair, Gloriana (1996) „An Overview Of the Northern Influences on Tolkien’s Works,” Mythlore: A Journal of J.R.R. Tolkien, C.S. Lewis, Charles Williams, and Mythopoeic Literature: Vol. 21 : No. 2 , Article 13. A https://dc.swosu.edu/mythlore/vol21/iss2/13

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply