34. Opowieści w opowieściach, czyli mitologia a fantastyka – świat

Czas na drugą część postu o fantastyce i mitologii – tym razem zerkniemy na to, co pisze się w oparciu o opowieści z innych części globu – Azji, Afryki i Ameryki (pierwszą część postu możecie znaleźć tu: 33. Opowieści w opowieściach, czyli mitologia i fantastyka – Europa). W tym przypadku niestety dużo częściej będą trafiały się tytuły, których na polski jeszcze nie przetłumaczono, ale w razie, gdybyście mieli ochotę sięgnąć po nie w oryginale, będę podawać linki do Goodreads. Co ciekawe, wydaje się, że dużo częściej po mity nieueuropejskie sięgają autorzy kierujący swoje powieści do młodszych czytelników, konkretniej w gatunku Young Adult, niż ci piszący „dorosłą” fantastykę.

Dwa słowa wyjaśnienia: dlaczego Europa dostała cały post, a reszta świata musiała zmieścić się w kolejnym? Głównie dlatego że, jak wspomniałam, nieuropejskiego fantasy na polski tłumaczy się bardzo mało – nie trafiają do nas nie tylko teksty debiutantów, ale też często autorów znanych i nagradzanych (choćby jedynym tłumaczeniem powieści Nnedi Okorafor, autorki obsypanej w ciągu ostatniej dekady najważniejszymi nagrodami światowej fantastyki, jest „Laguna” wydana przez MAGa w ramach „Uczty Wyobraźni” w 2015). Nie jestem w stanie odpowiedzieć, dlaczego tak to wygląda, poza przypuszczeniem, że wydawcy powątpiewali w wyniki sprzedaży – dopiero teraz, kiedy takie nurty jak np. afrofuturyzm zataczają coraz szersze kręgi, pojawiają się małe światełka w tunelu (jak np. nadchodzące tłumaczenie „Black Leopard, Red Wolf” Marlona Jamesa od Czarnej Owcy). Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś nadrobimy ten dystans.

Nie przedłużając, przed wami – mitologia a fantastyka: świat.

Azja: Chiny, Japonia, Malezja

Świątynia w Chinach. Post: Mitologia a fantastyka - świat.
Photo by Lian Rodriguez on Pexels.com

Guy Gavriel Kay, „Under Heaven”

wyd. HarperVoyager, 2011

Jeśli wydawało się wam, że autorzy fantastyki nie pisują raczej pięknym, poetyckim językiem, to znaczy to jedynie, że nie czytaliście jeszcze nic G. G. Kaya.

Kay pisze powieści inspirowane historią – czasem są to renesansowe Włochy, czasem średniowieczna Hiszpania, czasem Skandynawia, a czasem – jak w przypadku „Under Heaven” – Chiny w VIII wieku. Do stworzonego na solidnych podstawach świata wprowadza elementy magii, zabierając nas do krain łudząco podobnych do rzeczywistości, ale mających w sobie czar dawnych baśni. Jego bohaterowie są złożeni i nietuzinkowi, a emocje, które przeżywają, niesamowicie intensywne – inna powieść Kaya, „Lew Al-Rassanu”, pozostaje jedną z niewielu książek, przy których rzewnie i bezwstydnie zalewałam się pod koniec łzami.

Przez dwa lata Shen Tai opłakiwał swojego sławnego ojca i żył jak pustelnik tuż za granicami Imperium Kitan. Tam, przy górskim jeziorze, spoczywały nagie kości żołnierzy poległych w wielkich bitwach między Kitajami a Taguranami, a ich zawodzące duchy siały grozę wśród żywych.

Tai pracował samotnie, składając na spoczynek ciała zmarłych obu imperiów, aż do przybycia listu. Ten zawiera obietnicę zatrutego kielicha: Tai otrzyma dwieście pięćdziesiąt Sardyjskich koni od Taguran, legendarnych rumaków z dalekiego zachodu, jako nagrodę za swoją odwagę i pobożność.

Tai zmuszony zostaje do powrotu ze swojej samotni na połyskujący, niebiezpieczny dwór. Otrzymanie nawet jednego ze słynnych Sardyjczyków to ogromny zaszczyt; otrzymanie tak wielu przytłoczyłoby nawet cesarza, a dla Taia może oznaczać wyrok śmierci.

Natasha Ngan, „Girls of Paper and Fire”

wyd. Jimmy Patterson Books, 2018

Książka Natashy Ngan jest inspirowana częściowo wschodioazjatycką mitologią (część mieszkańców jej świata to np. zwierzęco-ludzkie hybrydy, inspirowane stworzeniami np. takimi jak japońskie kitsune), a częściowo własnymi doświadczeniami autorki, która dorastała w Malezji. „Girls of Paper and Fire” była jedną z głośniejszych premier 2018 roku w kategorii YA w Stanach i idealnie wpisywała się rynkowe trendy – mamy tu silną bohaterkę, wątki LGBT+, baśniową otoczkę zmieszaną z mroczniejszymi elementami. W powieści pojawiają się też elementy takie jak wątek gwałtu czy dość graficznie opisane sceny przemocy, co sprawia, że zdecydowanie powinno się ją kierować raczej do starszych niż młodszych nastolatków.

Każdego roku osiem pięknych dziewcząt z kasty Papieru zostaje wybranych, by służyć królowi. To największy zaszczyt, na jaki mogą mieć nadzieję… i najbardziej poniżający. Tego roku jest też dziewiąta. I zamiast papieru – jest z ognia.

Lei należy do kasty Papieru, najbardziej prześladowanej klasy społecznej w Ikharze. Mieszka w odizolowanej wiosce wraz z ojcem; dekadę wcześniej patrzyła, jak królewscy gwardziście zabierają jej matkę w nieznane. Pewnego dnia jednak gwardziści wracają, i tym razem chodzi im o Lei – dziewczynę o złotych oczach, o której urodzie pogłoski dotarły do uszu króla.

W trakcie tygodni szkolenia w wykwintnym, ale opresyjnym pałacu, Lei i osiem innych dziewcząt uczą się umiejętności i uroku odpowiednich dla królewskiej konkubiny. Tam właśnie Lei robi coś nieoczekiwanego – zakochuje się. Jej zakazane uczucie zostaje wplątane w wybuchową intrygę, która zagraża całemu jej światu. Lei, w głębi duszy wciąż naiwna, wiejska dziewczyna, musi zdecydować, jak daleko jest w stanie się posunąć, by zyskać sprawiedliwość – i dokonać zemsty.

Jay Kristoff, „Tancerze burzy”

Polskie wydanie: Buchmann, 2013. Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz.

„Tancerze” to pierwsza część bardzo popularnej trylogii Jaya Kristoffa – „Wojna lotosowa” – i jedyna pozycja w tej kategorii, którą przetłmaczono na polski. Kristoff inspirował się mitami wywodzącymi się z Japonii i zmieszał je ze steampunkiem – technologią opartą o energię parową – religijnym fanatyzmem i opresyjnym systemem społecznym. „Tancerze” zdecydowanie wpadają w szufladkę Young Adult, nie powtarzają jednak wyświechtanych tropów – autorowi udało się stworzyć oryginalny świat i ogromnie wciągającą opowieść.

Wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie wciąga w strumień fantastycznych obrazów i oszałamiających barw, choć pozostawia też na języku gorzki posmak lotosowego dymu. Pierwsza część trylogii Wojna lotosowa wprowadza czytelników w świat wysp Shima, które, rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo każe każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. W tych niespokojnych czasach szogun wydaje polecenie wyrok: wysyła Yukiko i jej ojca po gryfa – gatunek istniejący już tylko w legendach – co od początku jawi się jako zadanie niemożliwe do wykonania. Życie ojca i córki wisi na włosku, bo, jak wszyscy doskonale wiedzą, szogunowi się nie odmawia. Jednak misja okazuje się daleko bardziej niebezpieczna, niż niemożliwa.

Azja: Indie i Arabia

Arabska pustynia nocą.
Photo by Walid Ahmad on Pexels.com

S.A. Chakraborty, „The City of Brass”

wyd. Harper Voyager, 2017

„City of Brass” – „Miasto mosiądzu -” to historia inspirowana kulturą i opowieściami Arabii. Akcja powieści ma miejsce w XVIII-wiecznym Kairze, a bohaterka – Nahri – to utalentowana oszustka, która przypadkiem przywołuje dżina. Powieść Chakraborty została obsypana nagrodami i nominacjami – między innymi do nagród Locus czy World Fantasy Award – i wciągnie was w tętniący życiem świat Imperium Osmańskiego – z więcej niż odrobiną magii.

Nahri nigdy nie wierzyła w magię. Tak, ona sama ma moc – na ulicach XVIII-wiecznego Kairu jest oszustką o nieprzeciętnym talencie. Wie jednak lepiej niż ktokolwiek inny, że narzędzia jej profesji – chiromancja, zary, uzdrowienia – to tylko sztuczki, triki, wyuczone iluzje; idealne sposoby na oszukiwanie ottomańskich szlachciców.

Kiedy jednak Nahri przypadkiem przyzywa równie sprytnego, tajemniczego dżina-wojownika podczas jednego ze skoków, zmuszona jest zaakceptować, że magiczny świat, który dotychczas istniał dla niej tylko w dziecięcych opowieściach, jest prawdziwy. Wojownik zaś opowiada jej nową historię: za gorącymi, miotanymi wiatrem piaskami rojącymi się od stworzeń zrodzonych z ognia; rzekami, gdzie śnią mityczna maridy; ruinami niegdyś wspaniałych ludzkich metropolii i górami, gdzie krążące jastrzębie nie są tym, czym się wydają, leży Daevabad, legendarne miasto z mosiądzu. Miasto, z którym Nahri jest nierozerwalnie związana.

W tym mieście, za lśniącymi mosiężnymi murami przetykanymi zaklęciami, za sześcioma bramami sześciu dżinich plemion, kipią stare urazy. Kiedy Nahri decyduje się wkroczyć w ten świat, uczy się, że prawdziwa moc jest dzika i bezwzględna. Magia nie obroni jej przez niebezpieczeństwem dworskich intryg, a nawet najbłyskotliwsze plany mogą mieść śmiertelne konsekwencje.

Posąg boga Sziwy, hinduizm.
Posąg boga Sziwy, hinduizm.

Indra Das, „The Devourers”

wyd. Del Rey Books, 2016.

Indie są ogromnym rynkiem wydawniczym, który jest niesamowicie bogaty również, jeśli chodzi o fantastykę. Do szerszej świadomości przebijają się najczęściej powieści wydawane w US czy UK, czyli pisane najczęściej przez imigrantów – jeśli jednak macie ochotę na fantasy z wątkami hinduistycznymi, to polecam wam przyjrzeć się książkom wydawanym też w samych Indiach. Z racji, że jest to kraj wielojęzyczny, spora część z nich jest już w oryginale wydana po angielsku – a wśród najbardziej popularnych pozycji znajdziecie zarówno retellingi, urban fantasy, jak i klasyczną fantastykę głęboko zanurzoną w mitologii.

„The Devourers”, którą polecam tutaj, to powieść opowiadająca o zmiennokształtnych, z elementami horroru i romansu, utrzymana w baśniowym klimacie – ale bardziej z baśni braci Grimm niż z bajek Disneya:

Pewnego chłodnego wieczoru w Kalkucie, w trakcie pełni księżyca i wśród wypełniających noc wibrujących rytmów muzyki, profesor uniwersytecki Alok spotyka tajemniczego nieznajomego, ktory dzieli się z nim kuriozalnym wyznaniem i niesamowitą historią. Oczarowany niedokończoną opowieścią, Alok zrobi wszystko, aby poznać ją w pełni. Na prośbę mężczyzny zgadza się więc przetranskrybować ją z kolekcji sponiewieranych notatników, wyblakłych pergaminów i niegdyś żywych skór.

Na kartach tych dokumentów odkrywa kronikę rasy ludzi podobnych bestiom, żądzonych przez głębokie, stare instynkty i pragnienia. Bohaterem opowieści jest szorstki wędrowiec z XVII-wiecznego Mughal, który nie jest w stanie oprzeć się pewnej prowokującej kobiecie – a jego przeznaczeniem jest zostać rozdartym przez dwa nieustannie ścieraje się ze sobą światy. Z każdym przepełnionym pięknem i brutalnością rozdziałem tej historii, zainteresowanie Aloka nieznajomym rośnie – i przeradza się w coś mrocznego i naglącego.

Chitra Banerjee Divakaruni, „The Palace of Illusions”

Chitra Divakruni to autorka wielokrotnie nagradzana i tłumaczona na 30 języków – ale nie na polski. Jej „Pałac iluzji” należy do kategorii retellingów – podobnie jak „Penelopiada” i „Lavinia” z poprzedniego postu, opowiada znaną historię z kobiecego punktu widzenia. Tym razem tą historią jest Mahabharata – jeden z hinduistycznych poematów epickich, zwany piątą Wedą, opowiadający o historii starożytnych Indii.

W „Pałacu” śledzimy życie księżniczki Panchaali, zaczynając od jej narodzin w ogniu i podążając za jej losem jako kobiety z pięcioma mężami, których oszustwem pozbawiono ojcowskiego tronu. Panchaali zostaje wciągnięta w ich misję w celu odzyskania ojcowizny; pozostaje przy ich boku w ciągu lat wygnania i w trakcie przeraźliwej wojny domowej, w której biorą udział wszyscy ważni królowie Indii. W tym czasie jednak toczy też własne strategiczne pojedynki z teściową, nawiązuje skomplikowaną przyjaźń z enigmatycznym Krishną, a nawet zaczyna zbliżać się do tajemniczego mężczyzny będącego najniebezpieczniejszym wrogiem jej mężów. Panchaali jest płomienną kobietą, której historia redefiniuje świat wojowników, bogów, i manipulujących dłoni losu.

Afryka

Portret czarnej kobiety na niebieskim tle.
Photo by Waldir Évora on Pexels.com

Książki fantasy i sci-fi pisane przez twórców afrykańskiego pochodzenia ostatnimi czasy zaczynają być coraz bardziej widoczne i coraz częściej nagradzane – mówi się już od dłuższego czasu o nurcie w literaturze fantastycznej (i nie tylko!) nazywanym afrofuturyzmem. W Polsce jesteśmy już nawet w stanie przeczytać kilka powieści tego rodzaju – tłumaczono na nasz język np. N. K. Jemisin (świetna „Trylogia Pękniętej Ziemi” wydana przez SQN w tłumaczeniu Jakuba Małeckieg) czy Colsona Whiteheada (obsypana nagrodami „Kolej podziemna”, Albatros). Biorąc jednak pod uwagę fakt, ile takich książek się wydaje, i jak szeroko są omawiane, trochę wstyd, że nie mamy jeszcze tłumaczeń takich klasyków jak chociażby książki Octavii E. Butler (choćby słynne „Parable of the Sower”).

Nnedi Okorafor, „Akata Witch”

O Nnedi Okorafor wspominałam już na początku tego posta – to wielokrotnie nagradzana autorka amerykańska nigeryjskiego pochodzenia, której twórczość została obsypana chyba wszystkimi już ważniejszymi nagrodami światowej fantastyki. Jej „Akata Witch” to powieść Young Adult, niekiedy reklamowana jako „nigeryjski Harry Potter”, pisana z punktu widzenia albinoskiej nastolatki mieszkającej w Nigerii.

Sunny Nwazue mieszka w Nigerii, ale urodziła się w Nowym Jorku. Jej rysy są afrykańskie, ale jest albinoską. Jest fantastyczną atletką, ale nie może grać w piłkę na słońcu. Wydaje się, że istnieje miejsce, do którego pasuje. I wtedy odkrywa coś niesamowitego – może władać magią. I ma sporo do nadrobienia.

Wkrótce później staje się częścią kwartetu magicznych studentów, badających to, co widzialne i niewidzialne, uczących się sztuki zmieniania rzeczywistości. Ale gdy tylko zaczyna czuć się pewniej, Sunny i jej przyjaciele zostają poproszeni o pomoc w wyśledzeniu zbrodniarza, który również zna się na magii. Czy ich umiejętności wystarczą, żeby pokonać zagrożenie, którego moc wielokrotnie przerasta ich własną?

Tade Thompson, „Rosewater”

„Rosewater” opublikowano w 2019 roku – popularność zyskało natychmiastowo, a autora, Tade’a Thompsona, szybko okrzyknięto „jednym z ciekawszych nowych głosów sci-fi”. Akcja powieści ma miejsce w Nigerii, a fabuła skupia się wokół miasteczka „przyklejonego” do tajemniczej kopuły niewiadomego pochodzenia – klimat to trochę połączenie „Archiwum X” i powieści Kinga. Osobiście „Rosewater” nie przypadło mi do gustu, ale biorąc pod uwagę ilość nagród oraz pochwał, jakimi został obsypany autor, zakładam możliwość, że jestem w mniejszości.

Rosewater to miasto na krawędzi. Społeczność zbudowana wokół krawędzi tajemniczej obcej kopuły składa się z tych pełnych nadziei, tych głodnych i tych bezradnych – ludzi pragnących zerknąć chociaż do jej wnętrza i zasmakować rzekomej mocy uzdrawiania.

Kaaro jest agentem rządowym z kryminalną przeszłością. Był wewnątrz kopuły i nie ma ochoty znaleźć się tam ponownie. Kiedy jednak coś zaczyna zabijać ludzi takich, jak on, Kaaro zostaje zmuszony do sprzeciwienia się swoim przełożonym i poszukiwania odpowiedzi, co doprowadzi go też do stawienia czoła swojej przeszłości i zobaczenia, jak straszliwa czeka go przyszłość.

Tomi Adeyemi, „Dzieci krwi i kości”

Polskie wydanie: Wyd. Dolnośląskie, 2018. Tłum: Łukasz Witczak.

Tu niespodzianka – książka tłumaczona na polski! „Dzieci krwi i kości” zyskały jednak tak szaloną popularność, że trudno byłoby się im oprzeć. Autorka, Tomi Adeyemi, swoim debiutem podbiła zarówno serca czytelników, jak i producentów filmowych – ekranizacja powieści jest już pewna. Adeyemi sprawnie miesza wierzenia zachodnioafrykańskie i elementy kultury i języka ludu Yoruba z typową dla powieści YA fabułą, a na dodatek tworzy sympatycznych bohaterów, wartko prowadzi akcję i miesza wątki przygodowe z romantycznymi.

Niegdyś kraina Orisza tętniła życiem i magiczną mocą, ale to już przeszłość. Teraz, pod rządami bezwzględnego władcy, magowie są ofiarami okrutnych prześladowań. Zélie straciła matkę, a jej lud – wszelką nadzieję. Kiedy jednak nadarza się okazja, aby pokonać monarchę, dziewczyna nie zamierza się poddać! Z pomocą zbuntowanej księżniczki planuje przechytrzyć następcę tronu, który chce położyć kres istnieniu magii.

Orisza to niebezpieczna kraina, królestwo złowrogich śnieżnych lampartusów i mściwych duchów. Ale największym zagrożeniem dla Zélie jest ona sama, musi bowiem zapanować nad własną mocą i coraz silniejszym uczuciem do wroga…

Ameryka Północna

Łapacze snów.
Photo by Artem Beliaikin on Pexels.com

Wierzenia rdzennych Amerykanów często wykorzystywane są chętnie w urban fantasy – szczególną popularność zyskała seria Patricii Briggs o Mercy Thompson, pół-Indiance zamieniającej się w kojota. Osobiście nie czytałam i nie znalazłam powieści fantasy wpisujących się w którąś z pozostałych kategorii, a szkoda – może ktoś kiedyś pokusi się o fantasy z akcją w czasach Kolumba?

Patricia Briggs, Mercy Thompson

Wspomniana seria o Mercy jest wam na pewno dobrze znana. W powieściach Briggs mieszają się motywy celtyckie (mamy tu nieludzi, czyli rozmaite fae), z przetworzonymi popkulturowo wilkołakami i wampirami, oraz wierzeniami Indian. Pierwszą częścią serii, w której możemy napotkać te ostatnie, jest tom szósty – „River Marked”, po polsku „Piętno rzeki”, wydane u nas przez Fabrykę Słów w tłumaczeniu Marka Najtera.

Mercedes Thompson, kojot nie całkiem pospolity. Nie boi się złego wilka, ale pęka przed własną matką. Bohaterka pełną gębą. Nic dziwnego, że ciągle wpada w kłopoty po uszy.

Zawsze wiedziała, że jest inna. I nie chodziło tylko o to, że potrafi reperować silniki Volkswagenów. Mercy to zmiennokształtna. Cechę tę odziedziczyła po swoim ojcu. Nigdy nie poznała nikogo ze swojego gatunku. Aż do teraz.

Zło mieszka w dorzeczu rzeki Kolumbia – tylko jeden człowiek może mu stawić czoła. Mercy i jej towarzysz Wilkołak alfa, będą potrzebować jego pomocy. Jeśli chcą przeżyć…

Rebecca Roanhorse, „Trail of Lightning”

wyd. Saga Press, 2018

Książka Rebeki Roanhorse niespodziewanie nie wpisuje się w żadną z dotychczas omawianych przeze mnie kategorii – „Trail of Lightning” to post-apo, w którym w świecie po katastrofie klimatycznej wraz z ludźmi koegzystują bogowie i demony. Autorka pisze sprawnie i wartko, zręcznie wykorzystując wierzenia Indian do opowiedzenia unikatowej historii.

Podczas gdy większość świata utopiła się pod nagle wzrastającymi wodami klimatycznej apokalipsy, Dinetah (wcześniej naród Navajo) odrodził się. Bogowie i bohaterowie znów chodzą po ziemi, ale to samo robią potwory.

Maggie Hoskie jest łówczynią potworów – obdarzoną nadnaturalnymi umiejętnościami zabójczynią. Kiedy mieszkańcy małego miasteczka potrzebują jej pomocy w odnalezieniu zaginionej dziewczynki, Maggie okazuje się ich ostatnią – jedyną – nadzieją. To, co odkrywa ona jednak o potworze, jest jednak dużo większe i bardziej przerażające, niż była sobie w stanie wyobrazić.

Maggie niechętnie prosi o pomoc Kaia Arviso, niekonwencjonalnego uzdrowiciela, i razem wybierają się w podróż do rezerwatu, aby odkrywać wskazówki w starożytnych legendach, wymieniać przysłagami z szachrajami i zwalczać czarną magię w patchworkowym świecie niszczejącej technologii.

Odkrywając prawdę o zaginięciach, Maggie będzie zmuszona stawić czoła swojej przeszłości – jeśli będzie chciała przetrwać.

Witajcie w Szóstym Świecie.

Darcie Little Badger, „Elatsoe”

wyd. Levine Querido, 2020

„Elatsoe” to z kolei książka znów nieco inna – jest to Young Adult wpisujące się w nurt urban fantasy, ale o niesamowitym, baśniowym klimacie, którego dopełniają przepiękne ilustracje Roviny Cai. Mamy tu trochę romansu, trochę magii, trochę niesamowitości – i dużo świetnych pomysłów, tym razem kierowanych do nieco młodszego czytelnika.

Wyobraźcie sobie Amerykę bardzo podobną do naszej. Są w niej zadania domowe, najlepsi przyjaciele i lody pistacjowe.

Jest kilka różnic. Tę Amerykę ukształtowy magia, potwory, wiedza i ludzkie legendy – zarówno indiańskie, jak i inne. Niektóre z tych sił są czarująco codzienne – jak umiejętność stworzenia kuli światła, albo podróżowania po świecie przez kręgi grzybów. Istnieją też jednak inne moce, mniej urokliwe – takie, które nigdy nie powinny oglądać światła dnia.

W tej odrobinę dziwniejszej Ameryce mieszka Elatsoe. Umie przywoływać duchy zmarłych zwierząt, tak samo, jak poprzednie pokolenia członków jej rodziny, wywodzącej się z Lipan Apaczów. Jej ukochana kuzynka właśnie została zamordowana – w mieście, w którym nie toleruje się zadawania pytań. Ale Elatsoe zamierza robić coś więcej, niż tylko zadawać pytania. Idealna fasada Willowbee maskuje okrutne tajemnice, a Elatsoe, dzięki swojemu sprytowi, umiejętnościom i przyjaciołom, zamierza zerwać tę maskę i ochronić swoją rodzinę.

Ameryka Południowa

Piramida Azteków. Post: Mitologia a fantastyka - świat.
Photo by Jorge Soto Farias on Pexels.com

Dochodzimy do ostatniego rozdziału tego Bardzo Długiego Wpisu, czyli Ameryki Południowej. Wierzenia tych rejonów w szeroko dostępnej fantastyce z jakiegoś powodu nie są często eksploatowane, choć są wyjątki – jak te podane poniżej. Jeśli kojarzycie więcej tytułów eksplorujących folklor południa, rzućcie tytułem – choć podejrzewam, że większość z wartych uwagi jest po prostu dostępna po hiszpańsku.

Wojciech Zembaty, „Głodne Słońce”

wyd. Powergraph, 2016

Tu niespodzianka – polski rodzynek w tym wpisie, czyli Wojciech Zembaty, który wzorował swoją świetną duologię na wierzeniach Azteków. Niedawno miałam okazję obie książki przeczytać i popełnić mini-recenzję, którą załączam poniżej:Imperium Azteków upadło po najeździe Białoskórych, ale na jego ruinach wyrosło imperium Kruzów – na pół teokratyczne państwo, którego kapłani i władcy nurzają się w krwi i wojnie. W tej krainie przeżyć usiłuje kilkoro bohaterów – Haran, młody chłopak wrzucony do Dołów, gdzie harując pod ziemią dogłębnie poznał zwyczaje polujących na ludzi Zjadaczy; Tennok, tchórzliwy syn okrutnego pana bagiennej prowincji; Citlali, dwórka, która pragnie czegoś więcej niż zwyczajności. Tam też ambitny młody władca usiłuje wyrwać władzę kapłanom i podbić oporne ościenne państwo – a w głębinach czają się istoty bojące się światła dnia.

Wojciech Zembaty w swoich powieściach – „Dymiące zwierciadło” oraz „Ołtarz i Krew” stworzył fascynujący, kipiący życiem świat. Imperium Kruzów to miejsce, w którym nieustannie ścierają się różnobarwne ludy, a dni zorganizowane są według kalendarza krwawych, brutalnych świąt. Akcję obserwujemy z perspektywy kilku bardzo różnych i niedoskonałych postaci – każda z nich ulega innym słabościom. Autor mistrzowsko odmalowuje zarówno atmosferę dusznych miast, ciasnych bitew, jak i klaustrofobicznych podziemi; zręcznie snuje wielowątkowe intrygi i pokazuje nam bohaterów, ich emocje i plany z różnych punktów widzenia. Zarówno światotwórstwo, jak i kreacja postaci stoją tu na najwyższym możliwym poziomie. Kultura Kruzów, bazowana na Aztekach, przesycona jest jednak okrucieństwem, leją się tu rzeki krwi i nie brak elementów takich jak kanibalizm – które, choć bardzo wiarygodnie wbudowane w kreowaną przez Zembatego rzeczywistość (nie jest to epatowanie okrucieństwem dla okrucieństwa), mogą niektórych odrzucić.

Silvia Moreno-Garcia, „Gods of Jade and Shadow”

Akcja powieści Moreno-Garcii ma miejsce w Meksyku, a fabuła krąży wokół wierzeń Majów – a dokładniej, majańskiego boga śmierci. Jest tu trochę romansu, a książka wpasowuje się gładko w kategorię Young Adult, oferując młodą, przebojową bohaterkę i wartką akcję.

Epoka Jazzu rozkwita, ale Casipea Tun jest zbyt zajęta zamiataniem podłóg w domu swojego bogatego dziadka, żeby słuchać skocznych melodii. Wciąż marzy jednak o życiu z dala od swojego zakurzonego, małego miasteczka w południowym Meksyku – i życia, które mogłaby nazwać własnym.

Takie życie wydaje się jednak równie odległe, co gwiazdy, aż do dnia, kiedy w pokoju dziadka znajduje intrygującą drewnianą szkatułkę. Otwiera ją – i przypadkiem uwalnia majańskiego boga śmierci, który prosi ją o pomoc w odzyskaniu tronu zagarniętego przez jego zdradzieckiego brata. Porażka będzie oznaczała śmierć, ale sukces – spełnienie marzeń.

W towarzystwie niepokojąco pociągającego boga i uzbrojona w swój spryt, Casipea wyrusza na przygodę, która zawiedzie ją do dżungli Jukatanu i jasnych świateł Mexico City – i głęboko w mrok majańskiej krainy umarłych.

KONIEC

Mam nadzieję, że znaleźliście wśród wymienionych przeze mnie pozycji coś dla siebie. Wybaczcie potknięcia w opisach – większość z nich tłumaczyłam sama, mogą się tam więc pojawić jakieś niezręczności.

Dorzucilibyście do tej listy jakieś tytuły? 😉

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply