38. Gwiazdki, czyli jak oceniamy książki

Porozmawiajmy sobie dzisiaj o czymś łatwym i przyjemnym – o gwiazdkach, czyli o tym, jak oceniamy książki.

Rozmaite portale, dzieki którym możemy śledzić swoje czytelnicze postępy, wypracowały własne systemy ocen – zazwyczaj, jak na Goodreads, możemy ocenić książkę na pięć gwiazdek albo, jak na LubimyCzytać, na 10. Mimo tego, że rezyduję na tym pierwszym portalu, często czuję, że brakuję mi punktu – albo jego połówki – żeby właściwie oddać swoje podejście do skończonej lektury, system LubimyCzytać osobiście oceniam więc oczko wyżej. W swoim podejściu nie jestem jedyna – w Goodreadsowych recenzjach co rusz pojawia się „3,5 stars”, a każda kategoria dla każdego wydaje się oznaczać zupełnie inne odczucia.

Jak wyglądają one u was? Bo u mnie tak.

5 gwiazdek

Goodreads: I loved it!

Na 5 gwiazdek zasługują u mnie książki, które porywają bez reszty; książki, w trakcie czytania których kładąc się spać nie mogę zasnąć, zastanawiając się gorączkowo, co będzie dalej. To takie początki serii, po których natychmiast biegnę kupić kolejny tom; przy których przerywanie mi czytania traktuję jako przestępstwo i mija chwila, zanim jestem w stanie wrócić myślami do realnego świata.

Na pięć gwiazdek każdy gatunek będzie mieć jednak u mnie trochę inne wymagania. I tak ostatnio oceniłam tak „Something to Talk About” Meryl Wilsner, czyli uroczy queerowy romans z akcją w Hollywodzkich dekoracjach, ale jednocześnie nie całkiem oderwany od rzeczywistości – obok relacji bohaterek mamy tu chociażby rasizm czy problem molestowania seksualnego.

Pięć dostało też „Życie średniowiecznego rycerza” Frances Gies, wydane u nas przez Znak – książka idealna dla każdego, kto chciałby poczytać coś ciekawego o średniowieczu, a nie wie, od czego zacząć. Mamy tu trochę o szlachetnych rycerzach, sprytnych dowódcach i płomiennych romansach, ale też sporo o rozwoju instytucji rycerstwa jako takiej, od wczesnego średniowiecza do jego zmierzchu.

Okładki książek "Something to Talk About" i "The Knight in History", ocenione na 5 gwiazdek. Postscript.pl

4 gwiazdki

Goodreads: It was very good

4 gwiazdki to bardzo solidna książka – taka, której zarzucić nie da się albo nic, albo niewiele, ale która nie sprawiła też, że zapomniałam o rzeczywistości i byłam gotowa na zarwanie nocy. Jeśli to początek cyklu, na pewno przeczytam kolejne, ale raczej przy okazji niż już, teraz, natychmiast. Napisana sprawnie, ale zapewne nie mistrzowsko, z bohaterami, których polubiłam, ale których kwestii nie będę pewnie pamiętać do końca życia.

Taką pozycją była dla mnie ostatnio „Migawka” Sandersona – nie jest to pełnowymiarowa powieść, a raczej nowela, oparta na solidnym pomyśle i z bardzo ciekawymi bohaterami. Sanderson jest dla mnie obietnicą rozbudowanego światotwórstwa, trójwymiarowych postaci i wartkiej fabuły – i właśnie to dostajemy w tym tekście. Jednocześnie nie jest to coś, co wciąga bez reszty, a raczej po prostu dobrej jakości rozrywka na krótką chwilę.

Książka "Migawka" oceniona na 4 gwiazdki.

3 gwiazdki

Goodreads: I liked it

Trzy gwiazdki to już dla mnie „było w porządku, ale” – czyli książka nadal warta polecenia, niemniej nie bez zastrzeżeń. Może to być nie do końca doszlifowany styl, trochę płascy bohaterowie, fabuła, która podąża nie do końca jednak logiczną ścieżką.

Na trzy gwiazdki oceniłam ostatnio „Anatomię pęknięcia” Michała Protasiuka – zbiór opowiadań, który jest dobry, ale nierówny. W każdym tekście autor przenosi nas w dystopię bazującą na kontretnej nowince technologicznej – np. deep fake czy **wyrywającej się spod kontroli sztucznej inteligencji. Choć pomysły zawarte w zbiorze są świetne, a atmosfera niepokojąca, to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Protasiuka bardziej interesuje sama technologia, niż jego bohaterowie i ich emocje – co było głównym powodem mojego „ale”.

Zbiór opowiadań "Anatomia Pęknięcia", oceniony na 3 gwiazdki.

2 gwiazdki

Good reads: It was okay

Dwie gwiazdki mają dla mnie znaczenie, nomen omen, dwojakie – może to być książka ogółem zła, ale z potencjałem, albo książka, której wartość jestem w stanie dostrzec, ale kompletnie nie wpasowująca się w mój gust.

Taką pozycją był dla mnie zbiór esejów „Misterium i maniery” Flannery O’Connor wydany w zeszłym roku przez Karakter. Wynudziłam się przy większości rozdziałów koszmarnie, a z większością tez i obserwacji autorki absolutnie się nie zgadzam. Jestem w stanie dostrzec, dlaczego jej teksty mogą być uznawane przez innych za błyskotliwe – ale do mnie zupełnie nie trafiają.

Zbiór esejów Flannery O'Connor, oceniony na 2 gwiazdki.

1 gwiazdka

Goodreads: I hated it

Na jedynkę zasługują w mojej skali teksty, którym pomóc może tylko kominek i spora ilość podpałki. Otrzymują ją książki pozbawione wszelkiej logiki, z płaskimi bohaterami i wybijającym z czytania stylem – na przykład „Wilde in Love” Eloisy James, które poza byciem winnym tych wszystkich błędów sięgało po każdą, najbardziej nawet obciachową kliszę swojego gatunku. Na taką samą ocenę zasłużyło „Moon Dance” J. R. Rain – które na podstawie opisu uznałam za obiecujące urban fantasy, a które okazało się tak chaotyczne i pozbawione logiki, że odpadłam przed przekroczeniem połowy.

Książki "Wilde in Love" i "Moon Dance", ocenione na jedną gwiazdkę.

A wy? Jaką książkę zdarzyło się wam ostatnio ocenić na 5, a jaką na 1 gwiazdkę?

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Wiewiórka w okularach

    U mnie ostatnio piąteczka wpadła dla „Północnej granicy”, ale też dałam piątkę „Tove Jansson. Mama Muminków”, chociaż męczyłam ją prawie miesiąc. Nie zmienia to jednak faktu, że książka naprawdę dobra, tylko trochę bardziej podpada pod dysertację doktorską niż książkę do czytania dla rozrywki. 😀 A jedną gwiazdkę… Ty wiesz, że od początku roku jeszcze nie dałam żadnej książce jednej gwiazdki? O___O Szok 😀

    1. Marta

      Ooo, to gratuluję, dobry rok czytelniczy w takim razie! Mi się już zdażyło, ale na szczęście chyba tylko jedną. 😀 „Piątą granicę” czytałam dawno temu i dobrze wspominam, bardzo ładnie wygląda to nowe wydanie!

Leave a Reply