39. Dzieje książki: rzecz nieoczywista

Jeśli tu jesteście, to zapewne lubicie czytać – zastanawialiście się jednak czasem trochę nad tym, jak wyglądają dzieje książki jako obiektu?

W „wiedzy powszechnej” czy też potocznych przekonaniach o papierze, druku i samych książkach funkcjonuje ogrom stwierdzeń, które teoretycznie są prawdziwe, ale nie do końca. Kto pierwszy wynalazł druk? Z czego robi się papier dziś, a czego robiło się go kiedyś? Na czym pisano, zanim ten materiał w ogóle pojawił się w obiegu?

Poniżej odpowiedzi na te właśnie pytania, i nie tylko – bo przeczytacie też dwa słowa o materiałach, których do tworzenia książek się używało i używa.

Zacznijmy od stwierdzenia pierwszego, czyli:

Papier robi się z drewna…

…co nie jest do końca prawdą.

Uznaje się, że pierwotną wersją papieru w Europie był papier „szmaciany” – wytwarzało się go z wyrzuconych lnianych ubrań, które tłuczono na drobne włókna i następnie prasowano, by powstały arkusze. Zaczęto go używać we Włoszech lub w Niemczech około trzynastego wieku; wcześniej natomiast używali papieru Arabowie, którzy do jego produkcji wykorzystywali surową bawełnę. Pulpa drzewna pojawiła się w produkcji papieru dopiero w latach czterdziestych XIX wieku.

Jako pierwsi zupełnie z kolei papier wynaleźli Chińczycy – długo przed tym, zanim ten wynalazek przywędrował do Europy. Wytwarzano go z najróżniejszych materiałów – owszem, była wśród nich kora drzew, ale też tkaniny konopne, lniane szmaty, zużyte sieci rybackie i multum innych materiałów: szparagów, kaktusów, kości słoniowej, mchu, ziemniaków, wełny, i tak dalej.

Chiński dokument na papierze, zapisany około III-IV wieku NE.
Chiński dokument na papierze, zapisany około III-IV wieku NE. Źródło: sciencephoto.com.

A wcześniej? Kojarzycie na pewno zabytki piśmiennictwa takie jak teksty pisane na papirusie, pergaminie, czy glinianych lub kamiennych tabliczkach. Pisano natomiast też na jedwabiu, włóknie bambusowym, ryto w kościach (również ludzkich) i skorupach żółwi.

Dziś mamy bezdrzewną technikę produkcji papieru – wykorzystuje się do niej wyłącznie celulozę. Taki papier jest trwalszy i lepiej odporny na działanie czasu, natomiast jego wytwarzanie jest odrobinę droższe, przez co zdarza się wciąż, że wydawcy nadal decydują się na drukowanie na tradycyjnym, kwasowym papierze.

Druk wynalazł Gutenberg…

…w Europie. Sam wynalazek druku, a nawet ruchomej czcionki, jest faktycznie dużo starszy i pochodzi, a jakże – z Chin.

Gutenberg został uprzedzony przez pana imieniem Pi Sheng, żyjącego, bagatela, około 400 lat wcześniej, czyli w XI wieku. Istnieją opisy czcionki stworzonej przez Pi Shenga (wycinał on znaki w glinie, wypalał je, po czym mocował na żelaznej ramie, żeby stworzyć blok drukarski), natomiast jego wynalazek nie wszedł do powszechnego użytku.

Kolejną osobą, która podjęła próbę wykorzystania czcionki był – znowu, nie Gutenberg – chiński urzędznik zwany Wang Zhen. Udoskonalił on metodę Pi Shenga, zamienił glinę na drewno, i zaczął drukować. Z czasem kolejni drukarze (nadal nie będący Gutenbergiem) eksperymentowali z różnymi materiałami – nawet porcelaną.

Koreańska ruchoma czcionka z pierwszej połowy XV wieku. Post: Dzieje Książki, Postscript.pl
Koreańska ruchoma czcionka z pierwszej połowy XV wieku. Źródło: Wikipedia.

Dlaczego jednak to europejski wynalazek zdobył największy rozgłos? Jest tego kilka powodów, ale najważniejszy był ten ekonomiczny – chińską czcionkę pogrzebał fakt, że żeby uzyskać użyteczny font, musiał on liczyć około pięćdziesięciu tysięcy znaków. Do jego produkcji należało wykonać więc kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy czcionek – co było niemałym wydatkiem, przez co masowa produkcja nigdy nie ruszyła. Dla porównania, podstawowy alfabet łaciński ma tych znaków 26 (plus regionalne warianty, takie jak nasze ń czy ą).

Okładki wytwarzano ze skóry, a potem z papieru…

…to prawda. Wiecie jednak, co oblekano w tę skórę na początku? Otóż drewno – okładki większości starych ksiąg składają się z deszczułek oprawionych w skórę. Tekturowa oprawa przyszła do Europy ze wschodu – stworzona została początkowo przez introligatorów islamskich i koptyjskich.

A z jakiej skóry korzystano? Kojarzycie na pewno skórę cielęcą czy kozią, ale książki ozdabiano też skórą aligatorów, końską, jelenią, kangurzą, foczą, czy nawet skórą morsa.

Zdarzało się też, a jakże, że korzystano ze skóry ludzkiej.

W Edynburgu na przykład znajduje się książka zwana „Notes w skórze Burke’a”, która oprawiona jest w faktyczną skórę XIX. wiecznego mordercy, Williama Burke’a. Na Uniwersytecie Harvarda z kolei znajduje się egzemparz „Przeznaczenia duszy”, książki powieściopisarza Arsene’a Houssaye’a, który sprezentował ją przyjacielowi – Ludovicowi Boulandowi, będącemu lekarzem. Bouland był człowiekiem o dość luźnych zasadach moralnych – kiedy zmarła jedna z jego pacjentek, pan doktor wykorzystał jej skórę do oprawienia w nią książki. Kolejny tom przez niego tak potraktowany to „Rozważania o uczciwości i zepsuciu dziewic”, obecnie znajdujący się w londyńskiej bibliotece Wellcome.

"Rozważania o uczciwości i zepsuciu dziewic", oprawione w kobiecą skórę. Post: Dzieje Książki, Postscript.pl
„Rozważania o uczciwości i zepsuciu dziewic”, oprawione w kobiecą skórę. Źródło: Wikipedia.

Takich tomów istnieje na świecie dużo więcej – Burke nie był jedynym kryminalistą, którego „uwieczniono” w ten sposób, a lekarzy o elastycznym podejściu do etyki też nigdy nie brakowało. Zdarzali się też ekscentrycy, którzy sami zapragnęli, by po śmierci zamieniono ich w książki – tak zdażyło się na przykład w przypadku wielbicielki francuskiego pisarza Camille’a Flammariona, która zmarła na gruźlicę. Z racji jednak, że pisarz kiedyś skomplementował jej skórę, ta w testamencie poleciła, by tą też z nią zdjęto i posłano mu w darze, aby posłużyła za oprawę dla któregoś z tak wielbionych przez nią dzieł. Flammarion spełnił jej prośbę – skóra fanki posłużyła za oprawę dla egzemplarza jego powieści „Światy nieba”.

Zwyczaj ten na szczęście zanikł w pierwszej połowie XX wieku, a pozostałe na świecie tomy z antropodermicznymi okładkami znajdują się w większości w bibliotekach uniwersyteckich.

Bibliografia

Jeśli macie ochotę poczytać nieco więcej na temat historii książek, to polecam:

  • Biblioteka szaleńca. Największe kurioza wydawnicze. Edward Brooke-Hitching. Wyd. Rebis, 2020.
  • Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski. Keith Houston. Wyd. Karakter, Kraków 2017. Tłum. Paweł Lipszyc.
  • Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych. d2d.pl Kraków 2015. Tłum. Magdalena Komorowska.

Ostatnio wyszła też nowa pozycja o książkach antropodermicznych:

  • Mroczne archiwa. Śledztwo w poszukiwaniu książek oprawionych w ludzką skórę. Rosenbloom Megan. Wyd. Znak Literanova, 2020. Tłum. Agnieszka Sobolewska.
Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply