41. Sci-fi i płeć, czyli czy statek kosmiczny może być kobietą

Science fiction to gatunek, który jak żaden inny daje autorom możliwość eksplorowania tego, co nieznane. Fakt faktem, często kończy się na eksplorowaniu ilości sposobów, na które mogą wybuchać statki kosmiczne, ale niektórzy pisarze zadają też inne pytania: czy zmieniając ciało, zmieniamy osobowość? Do jakiego stopnia może rozwinąć się sztuczna inteligencja i czy należą się jej jakieś prawa? Czy technologiczna modyfikacja ziemskiej powłoki to kolejny krok na drodze ewolucji, czy też ingerencja w coś, co ingerować nie powinniśmy? Czy w kosmosie istnieje życie, a jeśli tak, to jakie? I czy na pewno powinniśmy chcieć je poznać?

Dylematy takie, jak te powyżej, są roztrząsane przez pisarzy sci-fi od dekad, ale wraz z rozwojem naszej społecznej i kulturowej wrażliwości pojawiły się też inne kwestie – a mianowicie, kwestie płci.

Ursula Le Guin i „Lewa ręka ciemności”

Za przełomową w kontekście eksplorowania tematu płci uznaje się „Lewą rękę ciemności” – powieść wydaną pierwotnie w marcu 1969 roku. Jej akcja toczy się na planecie o nazwie Zima lub Gethen, której mieszkańcy stanowią wyjątkowy podgatunek człowieka – przez większość roku są hermafrodytami, a cechy płciowe ujawniają się w nich jedynie w okresie zwanym kemmer, w którym to mogą począć dziecko. Za każdym razem w trakcie kemmeru uzewnętrznić się mogą albo żeńskie, albo męskie organy płciowe, każdy mieszkaniec Gethenu jest więc w stanie zarówno spłodzić, jak i urodzić potomka w trakcie swojego życia. Na tę planetę zostaje wysłany Genly Ai, wysłannik międzygwiezdnego stowarzyszenia o nazwie Ekumena, zrzeszającego zamieszkane przez ludzi światy w celu wymiany handlowej, kulturowej i technologicznej.

Kiedy czyta się powieść Le Guin dziś, widać w tekście wyraźne różnice pomiędzy podejściem do płci (i stanem wiedzy naukowej na ten temat), jakie mamy dziś, a tym, jakie posiadano w latach 70. Społeczeństwo, z którego pochodzi Ai – choć wysoce rozwinięte – jest nadal bardzo binarne, zarówno jeśli chodzi o samą kwestię płciowości, jak i powiązanych z nią kulturowych konotacji i powiązań. Bohater wielokrotnie konfrontuje się z własnymi przekonaniami odnośnie tego, co męskie, a co kobiece, i przyznaje otwarcie w rozmowie z jednym z Gethenczyków, że nie jest w stanie odróżnić tego, co wrodzone, od tego, co nabyte, a „bezpłciowość” mieszkańców Zimy nieustannie wprowadza go w konsternacje. Wciąż doszukuje się w spotykanych przez siebie ludziach cech jednej albo drugiej płci, nie będąc w stanie odsunąć własnych przekonań i przyzwyczajeń.

Mgławice kosmiczne. Post: Sci-fi i płeć, Postscript.pl
Ilustruję ten tekst ładnymi zdjęciami kosmosu, żebyście nie musieli patrzeć tylko na tekst.

Le Guin w „Lewej ręce” nie próbuje przy tym eksperymentować z językiem – wszystkie postaci określane są rodzajem męskim. Dopiero późniejsze teksty, szczególnie te wydawane już po roku 2000, zaczęły podejmować próby odchodzenia od językowej binarności – dziś jest to już zabieg powszechny, choć różnorodny.

Lata 70. i druga fala feminizmu

Choć to powieść Le Guin uznaje się za przełomową, to lata 70. obfitują w książki pisarek, które w swoich dziełach w jakiś sposób zaczęły przełamywać genderowy dualizm. W 1976 roku Marge Piercy wydała na przykład Woman on the Edge of Time, gdzie społeczeństwo jest androgeniczne – nie rodzi nikt, gdyż istnieją „sztuczne macice”, w których mogą rozwijać się zarodki przez cały okres płodowy, ale po „narodzinach” zarówno mężczyźni, jak i kobiety karmią dzieci i opiekują się nimi. Podobne motywy eksplorują chociażby Sally Miller Gearhart w The Wanderground (1980) czy Suzy Mckee Charnas w Motherliness (1976). Społeczeństwa w ich opowieściach są albo w jakiś sposób bezpłciowe, lub, w niektórych wariantach, składają się wyłącznie z kobiet.

Istniał też nieco inny kierunek – zamiast usuwać w taki czy inny sposób mężczyzn, Samuel R. Delany w Trytonie (1976) pokazuje społeczeństwo, w którym manifestacje płciowości są tak wielorakie i rozmydlone, że tracą jakiekolwiek znaczenie. Związki wszelkiego rodzaju – czy to homoseksualne, biseksualne, heteroseksualne, a nawet celibat – są uznawane za równoprawne. W inny jeszcze sposób podchodzi do tematu Octavia Butler w swojej trylogii Xenogenesis (1987-9) – poznajemy w niej obcą rasę Oankali, której przedstawiciele posiadają trzy płci. Ta trzecia to ooloi, których zadaniem jest reprodukcja – są w stanie manipulować materiałem genetycznym by „zbudować” potomstwo z genów swoich partnerów.

Mgławice kosmiczne, czerwone. Post: Sci-fi i płeć, Postscript.pl

W latach 90. powstała nawet nagroda Otherwise, wcześniej znana jako nagroda Jamesa Tiptree Jr. (popularnego pisarza sci-fi, który po jakimś czasie okazał się nazywać faktycznie Alice Sheldon). Nagroda ta przyznawana jest tym utworom sci-fi i fantasy, które w jakiś nowatorski sposób podejmują tematykę płci. Jej laureatami i laureatkami byli_ły między innymi – Ursula K. Le Guin (kilkukrotnie), Catherynne M. Valente (Opowieści sieroty), czy Caitlin R. Kiernan (Tonąca dziewczyna).

Współcześnie

Dziś, jak wspomniałam, temat płci przewija się w sci-fi bardzo często – autorzy nie poprzestają zresztą tylko na tworzeniu niebinarnych społeczeństw, ale eksperymentują też z warstwą językową, nadają tożsamość sztucznym inteligencjom, tworzą faktycznie obce rasy obcych.

Powszechnie pojawia się trzecia płeć – czyli zazwyczaj osoby niebinarne, nieidentyfikujące się z płcią ani żeńską, ani męską. W języku polskim, jak wiadomo, mamy wciąż problem z tym, w jaki sposób o takich osobach mówić, ale są pisarze – i tłumacze – którzy znajdują całkiem niezłe rozwiązania. W trylogii lunarnej Iana MacDonalda, w polskiej wersji postaci niebinarne określane są jako „neutko”, a w przypadku zaimków używa się wobec nich rodzaju nijakiego, w przypadku czasowników używając form takich jak „byłoś”, „robiłoś” i tak dalej, co w kontekście całości wcale nie wypada źle (tłum. Wojciech Próchniewicz).

To zresztą też z literatury sci-fi wywodzi się jeden z zestawów zaimków, których faktycznie używają niektóre osoby niebinarne w naszym kraju. W 2004 roku Jacek Dukaj napisał bowiem powieść Perfekcyjna niedoskonałość, w której pojawiają się „istoty postludzkie” – istoty, które nie mają biologicznego ciała, a funkcjonujące na podstawie zapisanego mózgu-umysłu, który mogą na bieżąco przeprogramowywać zależnie od upodobań. W stosunku do nich używa się tzw. gramatycznego rodzaju postludzkiego – powinnuś, słyszałuś, zrobiłu, i tak dalej, z zaimkami brzmiącymi „onu/jemu”. Od nazwiska autora formy te przeszły do języka pod nazwą „dukaizmy”, natomiast rzeczowniki zgodne z rodzajem postpłciowym to „dukatywy” (jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, to na zaimki.pl jest sporo przykładów tych form).

A jakieś szersze przykłady współczesnych autorów_ek, którzy ekseprymentują z płcią w swoich tekstach?

Proszę bardzo – przedstawiam wam Ann Leckie.

Jaki zaimek ma statek kosmiczny? Czyli o Ann Leckie

Ann Leckie to autorka wielokrotnie nagradzana – między innymi Nebulą i Hugo – i to nie bez powodu, bo jej teksty są prowokujące i fascynujące, a poza tym są po prostu piekielnie dobrym kawałkiem literatury, w którym co rusz sięga się po nowe idee, a te istniejące wykorzystuje w oryginalny sposób. Przeczytałam dotychczas cztery jej książki – serię Ancillary Justice oraz, niedawno, Provenance. W każdej z powieści Leckie podchodzi do kwestii płci i seksualności w inny sposób, czyniąc z nich integralną i nieodłączną, ale jednak nie kluczową część fabuły (oraz, jak sądzę, w językach z płcią gramatyczną – koszmar dla tłumacza_czki).

Bohaterem/ką wspomnianej wyżej serii jest jedyna pozostała przy „życiu” część AI statku o nazwie Justice of Torren, funkcjonująca w ramach cywilizacji Raadchai, która przez setki lat skupiała się głównie na grabieżczym i bezwzględnym podboju kolejnych części kosmosu. Imperium to rządzone jest przez osobę, której świadomość podzielona jest na setki ciał – tak zwanych ancillaries – w związku z czym nie tylko nigdy ona nie umrze, ale jest też w stanie być w wielu miejscach na raz. W czasach podboju na tej samej zasadzie tworzeni byli żołnierze imperium – pojmanych jeńców poddawano procesowi, w trakcie którego wtłaczano do ich mózgu świadomość statku. Justice of Torren oryginalnie był/a więc nie tylko samą maszyną, ale też jednocześnie tysiącami ciał na swoim własnym pokładzie.

Pierwsza ciekawa kwestia jest więc już widoczna gołym okiem – nasz_a bohater_ka jest statkiem, nie do końca wiemy więc, jakiego rodzaju zaimków powinno się wobec niej/niego używać. Drugi problem pojawia się, kiedy orientujemy się w samej strukturze społeczeństwa Raadchai – jak mówi sama autorka, jest to kultura, w której płeć nie tyle nie jest określona, ale zupełnie, ale to zupełnie nieważna.

Mgławice kosmiczne, niebieskie. Post: Sci-fi i płeć, Postscript.pl

Dominującym zaimkiem, używanym do określenia każdego_ej Raadchai, jest „she”. Czytając w taki sposób skonstruowany tekst, czytelnik automatycznie wyobraża sobie, że każdy pojawiający się na stronach powieści bohater jest kobietą, co jest niesamowicie ciekawym zabiegiem, szczególnie dla odbiorcy którego język, jak polski, ma upłciowione końcówki. Ja na przykład dopiero w połowie drugiego tomu serii zorientowałam się na podstawie jakiegoś miniaturowego szczegółu, że Seivarden, jeden z towarzyszy Justice of Torren, to biologicznie mężczyzna. Całość prowadzi też do interesujących sytuacji, gdy Raadchai stykają się z inną kulturą, w której języku i społeczeństwie płeć ma znaczenie – mają wtedy tendencję do przypadkowego używania niewłaściwych zaimków w stosunku do rozmówcy, jako że nie są przyzwyczajeni do rozpoznawania płci po wyglądzie.

Z kolei akcja kolejnej książki Ann Leckie, Provenance, toczy się głównie na planecie zwanej Hwae, gdzie dorosłość osiąga się w szczególny sposób – mianowicie, określając, z którą płcią czujemy się najbardziej związani. W książce nigdzie nie jest to powiedziane wprost – prawdopodobnie dlatego, że dla bohaterów jest to oczywiste – ale po odrobinie namysłu można wywnioskować, że mamy do wyboru płeć żeńską (jak identyfikuje się nasza główna bohaterka, Ingray), męską lub nijaką. Moment wyboru jest indywidualny dla każdego młodego człowieka – można podjąć decyzję w wieku lat piętnastu, można – jak jedna z postaci – w wieku lat dwudziestu pięciu.

Takie podejście ma też odbicie w zaimkach. Tak jak dla mężczyzn i kobiet stosuje się tradycyjnie he, his, him i she, hers, her tak dla osób z zewnątrz, której płci bohaterka nie jest pewna, albo dla osób identyfikujących się z trzecią płcią, zabieg jest już inny. W tym przypadku Leckie zdecydowała się na stworzenie własnych form – i zrobiła to w bardzo prosty sposób:

Zaimkiem w formie podstawowej jest e. Zamiast his/hers mamy ers, a zamiast him/her mamy em.

To jednak nie koniec – na Hwae neutralizacja poszła jednak o krok dalej. W powieści występują też postaci matki głównej bohaterki i oraz jej wuja – Netano oraz Laka Aughskold, którzy akurat nie identyfikuje się z żadną z płci. Nazwy powiązań rodzinnych – mother, uncle – również zostały zmienione; w powieści brzmią one nother, nuncle – prawdopodobnie dlatego, że osoby pełniące te role mogą nie uważać się ani za kobiety, ani za mężczyzn. Jestem bardzo ciekawa, na jakiej zasadzie są to akurat te nazwy, a nie nather, naunt (płeć biologiczna?), ale tego akurat nie udało mi się wywnioskować.

To tyle na dzisiaj!

Zostawiam was ze spisem książek, które wymieniałam, jeśli mielibyście ochotę po nie sięgnąć – a jeśli uważacie, że coś powinno się do tej listy dopisać, to też dajcie znać!

Ursula Le Guin, „Lewa ręka ciemności”
Ian McDonald, trylogia lunarna – „Nów”, „Wilcza pełnia”, „Wschód”
Ann Leckie, „Ancillary Justice”, „Provenance”
Sally Miller Gearhart, „The Wanderground”
Suzy Mckee Charnas, „Motherliness”
Marge Piercy, „Woman on the Edge of Time”
Octavia Butler, „Xenogenesis”, trylogia
Samuel R. Delany, „Tryton”
Catherynne M. Valente „Opowieści sieroty”
czy Caitlin R. Kiernan „Tonąca dziewczyna”

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply