47. Dobra klisza nie jest zła: czyli ulubione i znienawidzone tropy książkowe

Jako społeczeństwo mamy za sobą dobrych parę tysięcy lat tworzenia literatury – nic więc dziwnego, że nie każdy nowy autor jest w stanie wymyślić nietypową, unikalną fabułę. Niektóre gatunki literackie wręcz opierają się na utartych, bardzo rzadko modyfikowanych schematach i specyficznym stylu – kiedy wchodzicie na stronie księgarni na półkę „chick lit”, wiecie, czego oczekiwać.

Kliszami można jednak posługiwać się sprawnie, a można zanudzać. Jakie są wasze ulubione i znienawidzone tropy? Poniżej – krótki przegląd moich.

Ulubione

Zmęczony światem bohater, który musi przypomnieć sobie dni swojej chwały

Okej, brzmi to bardzo szczegółowo, ale przyznaję, że to jeden z moich ulubionych rodzajów fabuł. Klasyczne powieści fantasy często prowadzą nas przez tak zwane Hero’s Journey, czyli, w skrócie, od zera do bohatera. W rozdziale pierwszym protagonista jest mieszczaninem/rolnikiem/młodym żołnierzem/etc., po czym dzieje się coś niespodziewanego/tragicznego i po długiej podróży, i geograficznej i wewnętrznej, kończymy z rycerzem/herosem/czarodziejem i tak dalej. Tego typu książki owszem, zawsze czytało mi się przyjemnie, ale po dojściu do napisu „Koniec” zawsze intrygowało mnie jedno pytanie: co dalej? Co stało się z bohaterem po wielkiej przygodzie, epickiej podróży, jak potoczyły się jego losy po uratowaniu świata?

Protagoniści i protagonistki powieści, które odpowiadają na to pytanie, często są już dojrzalsi i nieco (lub bardzo) zmęczeni światem. Zazwyczaj okazuje się, że ich sława szybko przemija, albo wręcz przeciwnie, staje się na tyle kłopotliwa, że chcą od niej uciec i kończą na odludziu. Naturalnie przychodzi jednak moment, w którym ich umiejętności znów są potrzebne – ale często wcale nie są chętni do tego, by ponownie z nich korzystać.

Mężczyzna trzymający miecz i kierujący go w stronę obiektywu.

Potwór też człowiek

Mam słabość do historii, w których odwraca się oczekiwania – często opowiadających o tym, że postaci demonizowane w jakiś sposób przez społeczeństwo tak naprawdę nie są wcale złe, a po prostu inne. Ten motyw często wykorzystywał chociażby Sapkowski w „Wiedźminie”, na dodatek na wielu płaszczyznach (i w stosunku do samego Geralta, jak i do potworów, na które otrzymywał zlecenia).

Innym wcieleniem takich opowieści są retellingi baśni czy legend opowiedziane z perspektywy oryginalnej złej postaci – bardzo podobała mi się na przykład pierwsza „Maleficent” z Angeliną Jolie, też oparta na tym schemacie.

Szlachetny bohater, który twardo trzyma się swoich zasad (nawet, jeśli musi przez to poświęcić coś ważnego) 

Na pewno znacie ten rodzaj postaci – honorowy rycerz z własnym kodeksem zasad, których nigdy nie złamie. Nie do końca przystający do czasów, w których przyszło mu żyć, gotowy poświęcić jakiś aspekt swojego szczęścia – miłość, karierę, możliwość odniesienia sukcesu – jeśli inne ścieżki wymagają od niego sprzeniewierzenia się regułom.

Postaci tego typu mogą być przedstawione na różne sposoby – jako szlachetne, albo nieco naiwne. Jednak mimo że to dość ograny trop, według mnie nie jest tak łatwo go wcale wykorzystać – tworząc postać z zasady szlachetną, bardzo łatwo wpaść w pułapkę tworzenia Mary/Gary’ego Sue (czyli protagonistów pozbawionych wad).

Przykładem tego typu postaci, która najbardziej zapadła mi w pamięć, jest jeden z bohaterów „Lwów Al-Rassanu” Guy’a Gavriela Kaya – pod koniec tej książki płakałam jak bóbr, a takie przypadki mogę policzyć na palcach jednej ręki. Inną, choć nieco mniej klasycznie wpadającą w ten trop postacią jest dla mnie Kenneth-lyw-Darawyt z serii o Meekhanie Roberta Wegnera.

 Znienawidzone 

 Trójkąt miłosny  

Klisza ogrywana najczęściej chyba w książkach spod znaku Young Adult – w których bohaterka, rozdarta pomiędzy dwoma mężczyznami, cierpi katusze, ponieważ nie wie, którego wybrać.

Nie cierpię tego motywu z kilku powodów – przede wszystkim dlatego, że jeśli powieść, po którą sięgam, nie jest stricte romansem, to nie lubię, kiedy wątek romantyczny jest tym dominującym. Po drugie, bohaterki stawiane przed podobnymi dylematami nagminnie nie posiadają osobowości – ich całe jestestwo oplecione jest wokół dwóch postaci męskich. Po trzecie, książki wykorzystujące ten trop mają też tendencję do zastanawiającego przeskakiwania nad wątpliwościami moralnymi – bohaterka często zwyczajnie zdradza jednego z partnerów albo obu jednocześnie, zakładając, że żaden nie wie o istnieniu tego drugiego.

Konflikt wynikający z tego, że nikt nie chce ze sobą rozmawiać 

Obowiązkowy „plot twist” w 3/4 każdej komedii romantycznej polega zazwyczaj na tym, że na jaw wychodzi jakiś sekret – sekret najczęściej wynikający z tego, że ktoś kiedyś postanowił nie zadać komuś innemu najzwyczajniejszego na świecie pytania.

Niestety, chwytu tego nie stosują wyłącznie autorki romansów – pojawia się on nieustannie w książkach bardzo różnych gatunków. Oparcie osi konfliktu na nieporozumieniu, które mogłoby być zażegnane wymianą zdań trwającą trzydzieści sekund jest dla mnie oznaką niezrozumiałego lenistwa ze strony autora. Odmianą tego tropu jest też „zerwę z nią/nim dla jej/jego bezpieczeństwa” i podobne warianty – które z góry zakładają, że najwyraźniej bohater/ka uznaje swojego partnera za osobę niewystarczająco dojrzałą, żeby samodzielnie podejmował decyzje.

man and woman in brown leather coat standing on brown soil

Nie jestem taka, jak inne dziewczyny 

Tu znów wchodzimy w terytorium Young Adult – choć nie tylko. Tę fantazję dużo cieplej odbierałam jako nastolatka, ale jako osoba dorosła zupełnie nie mam do niej cierpliwości. Bohaterki YA nierzadko wydają się być jedynymi przedstawicielkami swojej płci, które są „fajne” – czytaj, podobne do mężczyzn. Takie protagonistki chlubią się tym, że nie interesują się sprawami sercowymi i makijażem, są niezrozumiane przez świat i albo eteryczne i wrażliwe, albo „twarde” i niewzruszone.

Koniec!

A wy, jakie macie ulubione i znienawidzone tropy i klisze? 😉

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Od razu pierwsza klisza nasunęła mi skojarzenie z „Królami Wyldu” – ekipa dawnych bohaterów, teraz już podstarzałych i niezbyt ruchawych jegomości, znowu się zbiera, żeby ratować świat. 🙂 Kupa śmiechu, szczerze Ci powiem, a na dodatek autor fajnie bawi się motywami popkulturowymi.
    Swoją drogą, czytam teraz „Cień i kość” Leigh Bardugo i jej fabuła to klisza na kliszy, która kliszą pogania, chociaż nawet nie najgorzej się to czyta.
    I, tak jak Ty, zaliczam się w poczet osób, które nienawidzą trójkątów miłosnych. W ogóle, jeśli wątek romantyczny zaczyna przesłaniać mi główną fabułę w książce, to mnie szlag jasny pali i nerwica bierze. 🙂

    1. Marta

      Muszę się w końcu zabrać za „Królów”, tyle czasu mam to na liście!

      Na kliszach też można oprzeć fabułę i napisać fajną powieść IMO, tylko trzeba je umieć wykorzystywać 🙂 Bardugo najwyraźniej nieźle sobie z tym radzi. 🙂

  2. Marcin

    Ulubione to na pewno „Szlachetny bohater z zasadami”. Czytałem i „Lwy al-Rassanu” i sagę o Meekhanie i również łapało mnie za serce, kiedy bohater po tylu wspaniałych czynach musi coś poświęcić. I zawsze potem sobie mówię: nigdy więcej, ale jakoś lubię wracać do takich książek.
    Co do znienawidzonych – nie lubię też wciskania na siłę romansów. Nie czytam książek stricte romansowych (?), więc takie wątki w innych rodzajach literatury wydają mi się często sztuczne lub nie na miejscu. Drugą sytuacją są problemy z zakończeniami. Nie wiem, czy to klisza, ale kilka razy trafiłem na zamknięcia w stylu „wielkie bum z nadprzyrodzonymi siłami”. Trochę przesadzone i zagmatwane.

    1. Marta

      „Wielkie bum” to faktycznie takie rozwiązanie typu „nie miałem za bardzo pomysłu na koniec” 😀

      IMO wątek romansowy można fajnie poprowadzić, ale jeśli już jest w książce niebędącej romansem to może ewentualnie ubogacać tło – jeśli coś mi się reklamuje, jako przygodówkę, a dostaję romans w przygodowych dekoracjach to już mnie to mocno irytuje. 😛

Leave a Reply