51. Blurb: krótka historia literackiej perswazji w dwóch akapitach

Zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięło słowo – i zjawisko – takie jak blurb?

W języku polskim nie ma bezpośredniego odpowiednika tego określenia, ale w skrócie oznacza ono tekst reklamowy umieszczany na tylnej okładce książki. Tekst taki zawiera czasem streszczenie fabuły, rekomendacje znanych i lubianych czy, niekiedy, krótki fragment samego dzieła – wszystko po to, żeby zachęcić potencjalnego czytelnika do kupna.

Książki nie zawsze były jednak reklamowane tą metodą – ba, mimo że nam może wydawać się ona oczywista, tak naprawdę jest dosyć młoda. Śladów protoplasty pierwszego blurba doszukiwać się może bowiem dopiero w drugiej połowie XIX wieku, a samo słowo pojawiło się po raz pierwszy w użyciu pięćdziesiąt lat później.

Krótka historia blurba 

Kojarzycie pana znanego jako Walt Whitman?

Whitman był amerykańskim poetą i prozaikiem, dziś uważanym za jednego z wielkich twórców literatury amerykańskiej. Poza tym jednak był też świetnym marketingowcem – swój tomik wierszy, Leaves of Grass, reklamował poprzez gorącą rekomendację Ralpha Waldo Emersona. Emerson, filozof i eseista, był już w tamtym okresie osobą powszechnie cenioną – kiedy więc Whitman otrzymał od niego list z pochlebnymi słowami o swoim dziele, postanowił to wykorzystać. List przedrukowano w New York Tribune, a rok później jedno ze zdań w nim zawartych umieszczono na grzbiecie okładki Leaves of Grass:

Okładka "Leaves of Grass", na której znajduje się pierwszy blurb autorstwa R. W. Emersona.
Zdjęcie z zasobów Drew University Library.

„Witam cię u zarania wspaniałej kariery.”

Zabieg Whitmana był pierwszym w swoim rodzaju – takiego rodzaju chwyty zaczęto jednak nazywać „blurbami” dopiero po dorocznej kolacji Amerykańskiego Stowarzyszenia Księgarzy w 1907 roku, na którym jednym z honorowych gości był komik nazwiskiem Gelett Burgess.

Zwyczajem na tego typu wydarzeniach było przekazanie zebranym przez zaproszonych autorów pamiątkowych egzemplarzy swoich ostatnich dzieł. Burgess przyodział kopie swojej najnowszej książki, Are You a Bromide?, w obwoluty ze zdjęciem kobiety podwędzonym z reklamy środka dentystycznego. Modelkę nazwał „Panią Belindą Blurb”, jako, że na zdjęciu wypowiadała właśnie to słowo, na co wskazywał podpis:

Zdjęcie wołającej kobiety, podpisane: "Pani Belinda Blurb w trakcie blurbowania".

„Pani Belinda Blurb w trakcie blurbowania”.

Siedem lat później Burgess wydał nawet własny słownik, zatytuowany „Burgess, wydanie pełne: nowy słownik wyrazów, których zawsze potrzebowałeś”. W nim „blurb” opisany był jako:

Blurb, rzecz.
1) krzykliwa reklama; natchniony tekst polecający.
2) wylewna pochwała, brzmiąca jak słowa wydawcy.

Blurb, czas.
1) Schlebiać, będąc motywowanym własnym interesem; komplementować samego siebie.

Twórcza niechęć 

Blurby, jak proroczo uznał twórca określenia, szybko stały się znane z hiperboli i  emocjonalnych określeń. Na przykład – przynajmniej trzy książki były reklamowane stwierdzeniem Franka McCourta, autora poczytnych biografii, wedle którego ich lektura sprawiła, iż „rozszarpywał samego siebie z ekstazy”.

Z tego właśnie powodu wielu pisarzy głośno wyrażało swoją do nich niechęć – od Jennifer Weiner, która stwierdziła, że „robią się coraz bardziej przesadzone”, po Camille Paglię, która w 1991 nazwała blurby „absolutnie odrażającymi”. W podobnym tonie wypowiadał się zresztą już George Orwell w roku 1936 – uznał wtedy, że spadek popularności powieści wiąże się z „obrzydliwymi bzdurami wypisywanymi przez twórców blurbów”.

Całkiem niedawno zresztą afera związana z blurbami wstrząsnęła lekko amerykańskim światkiem wydawniczym – autorka Jeanette Winsterson spaliła pokaźną liczbę egzemplarzy swojej najnowszej książki, ThePowerBook, ponieważ nie podobały jej się „urocze, rodzinne blurby”, których użył wydawca.

Płonące książki Jeanette Winterson, które autorka spaliła, ponieważ nie podobał jej się blurb.
Zdjęcie, którym autorka podzieliła się na Twitterze.

Blurb: po co i dlaczego? 

Czy blurby stosuje się w celu polepszenia wyników sprzedaży?

Otóż nie do końca.

Na sprzedaż ma na pewno wpływ sam opis książki, co ciekawe nie ma natomiast żadnych dowodów na to, że rekomendacje będące częścią blurbów mają znaczące przełożenie na ilość sprzedanych egzemplarzy. Tylko niewielka liczba czytelników przyznaje, że świadomość, że daną książkę „zblurbował” ich ulubiony autor wpłynęła na ich decyzję o kupnie.

Takie właśnie rekomendacje znanych i lubianych zbierają jednak zazwyczaj agenci literaccy jeszcze przed wysłaniem dzieła do potencjalnego wydawcy – i, jak sami przyznają, to właśnie wydawcę czy redaktora mają takie polecanki przede wszystkim przekonać. Ma to znaczenie szczególnie wtedy, kiedy uda się uzyskać rekomendację np. od dobrze sprzedającego się twórcy wydającego w tym samym wydawnictwie, do którego wysyłana jest dana powieść – łatwiej wpada wtedy w oko jego pracownikom.

Pytania do publiczności 

Ciekawi mnie, czy sami kierujecie się w jakiś sposób blurbami, i rekomendacjami będącymi ich częścią? Czy kiedyś zwróciliście uwagę na książkę dlatego, że polecił ją autor, którego cenicie?

Źródła

Parę artykułów do poczytania, jeśli macie chęć poszerzyć wiedzę:

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Marcin

    Czytam blurby często, ale raczej z ciekawości, kto i co tam napisał, niż z chęci wyrobienia sobie opinii o książce. Znacznie bardziej przemawia do mnie rekomendacja znajomych lub komentarze zostawione w internetach. Jakoś nie zawsze dowierzam rekomendacjom autorów, które są w blurbach zawarte, tym bardziej, że często są dosyć przesłodzone i brakuje im wyważenia. Czasami wręcz mnie to odrzuca, wolę więc najpierw zasięgnąć informacji gdzieś indziej lub po prostu przeczytać fragment książki i na tej podstawie zdecydować.

    1. Marta

      Przyznam, że zdarzyło mi się na fali fascynacji „Grą o Tron” zwrócić uwagę na polecanki od GRR Martina – ale to zanim zaczął polecać WSZYSTKO. 😀 Sama raczej też kieruję się polecankami od znajomych albo recenzjami z blogów np.

  2. Alicja

    Czytam blurby gdy przeglądam książki w księgarni, ale raczej nie interesuje mnie, że jakiś Stephen King się nią zachwyca, tylko O CZYM TA KSIĄŻKA JEST. Sam opis jest mi bardzo przydatny.

    1. Marta

      Gorzej, jak dobrze skonstruowany opis bywa lepszy od samej książki. 😀 Ci „najsłynniejsi” pisarze polecają TYLE książek, że to już trochę jak background noise się zrobiło.

Leave a Reply