54. Przystępnym językiem o języku, czyli językoznawstwo i książki popularnonaukowe

Od kilku lat na polskim rynku literackim pozycje non-fiction cieszą się coraz większą popularnością – wydajemy, tłumaczymy i czytamy rosnącą liczbę reportaży, biografii i książek popularnonaukowych. Te ostatnie święcą często spore sukcesy też na bookstagramie, a dotyczą tematów wszelakich – od historii po astronomię, fizykę czy biologię. Jeśli jednak chodzi o większość dziedzin humanistycznych – na przykład językoznawstwo – bywa raczej mało różnorodnie. Rozczarowana ostatnio przeczytaną książką z tej kategorii zaczęłam zastanawiać się nad tego powodami i postanowiłam przyjrzeć się bliżej polskojęzycznej ofercie książek językowych.

O języku ubogo 

Istnieją dwa rodzaje książek o języku, których mamy na rynku całkiem sporo – są to pozycje dotyczące tłumaczenia (np. „Przejęzyczenie” Zofii Zaleskiej wydane przez Czarne czy „Pięć razy o przekładzie” Małgorzaty Łukasiewicz wypuszczone przez Karakter) i poprawności (gdzie królują profesorowie Miodek i Bralczyk).

W pozostałych kategoriach pojawiły się jedynie pojedyncze pozycje – jak na przykład „Języczni” Jagody Ratajczak, opowiadające o wielojęzyczności, czy „Pchły, plotki a ewolucja języka” Robina Dunbara (tytuł raczej sam się wyjaśnia). Mamy też eseje Michała Rusinka, dwie książki Gastona Dorrena, „Babel” i „Gadkę”, które są raczej zbiorami ciekawostek, niż spójną całością, i – znów dwie – książki Daniela Everetta. Te ostatnie skręcają już jednak w stronę tekstów mniej popularnonaukowych, a bardziej wymagających pewnej wiedzy (plus autor jest postacią raczej kontrowersyjną). Dalej pozostaje nam rzucać tytułami pozycji skierowanych stricte do specjalistów – laik nie zainteresuje się raczej „Polskimi i bułgarskimi firmonimami w perspektywie komunikacyjno-wizualnej” czy „Propedeutyką języków deskryptorowych”.

 Dlaczego nie językoznawstwo? 

Czy językoznawstwo jest zatem dziedziną, o której ogółem pisze się po prostu mało? Nie – jest sporo świetnych tekstów anglojęzycznych, które prawdopodobnie zgrabnie zniosłyby proces tłumaczenia.

Czy jest zatem dziedziną, która w jakiś sposób słabo pasuje do popularnonaukowego stylu dzielenia się wiedzą? Z racji własnych zainteresowań mogę być nieco stronnicza, ale, ponownie, nie – istnieje sporo „odnóg” językoznawstwa, które bez większych problemów mogłyby zaciekawić czytelnika-niespecjalistę. Wspomnieć można chociażby o społecznej stronie języka – o tym, w jaki sposób to, jak mówimy, odzwierciedla i wpływa na nasze zachowanie i percepcję. O języku mediów, w tym mediów społecznościowych. O języku polityki i sposobach manipulacji. O językach tworzonych sztucznie na potrzeby filmu czy literatury, czyli conlangach. O językach jeszcze nie odcyfrowanych. O tym, jak języka używa się do chowania tajemnic – o szpiegach czy szyfrach.

Chyba nie brzmi nudno, prawda?

Skoro już to ustaliliśmy, to zastanówmy się teraz wspólnie: dlaczego nikt u nas o tym nie pisze?

Wektorowa ilustracja łącząca językoznawstwo i książki - pokazuje kilka stosów książek i dwóch mężczyzn. Jeden z nich trzyma w ręku literę, drugi otwartą książkę.

Gdyż i ponieważ

Polskie podejście do języka jest dość specyficzne i, powiedzmy sobie szczerze, raczej mało przystające do dominujących od dłuższego czasu trendów w językoznawstwie. Pozwolę sobie przypomnieć wam pojęcia preskryptywizm i deskryptywizm, o których pisałam wcześniej tu: 18. Albowiem rzekę, nie ruszaj słów moich – czyli o językowym konserwatyzmie. W skrócie – to pierwsze cechuje się sztywnym podchodzeniem do reguł językowych i próbą kształtowania jego jednej, „właściwej” wersji. Deskryptywizm zaś to podejście skupiające się jedynie na opisywaniu wszystkich form danego języka bez przypisywania im konkretnej wartości.

Sami zapewne domyślacie się, które podejście dominuje na polskim podwórku, szczególnie jeśli chodzi o szerzej dostępną debatę publiczną. Jeśli już kwestie językowe przebijają się do mediów głównego nurtu, są to najczęściej tematy związane z poprawnością – przypominanie o regułach, tłumaczenie ich pochodzenia, wychwalanie pięknego, wygładzonego języka literackiego. Zjawisko takie jak code-switching, czyli użycie obcych wtrąceń w konwersacji, jest postrzegane często mocno negatywnie, jako wywyższanie się albo niedbałość (podczas gdy w wielu innych miejscach globu będzie ono całkowicie naturalne). Skoro więc znamy już tę jedną, jedyną, właściwą formę języka, to… w zasadzie o czym tu dyskutować?

(I dygresja: jeśli myślicie, że jesteśmy pod kątem najgorsi, to nie, nie będzie to prawdą. Warto wspomnieć chociażby Francuzów z ich Academie Francaise, aktywnie regulującą wszelkie językowe nowinki, czy Islandię, która również słynie z językowego konserwatyzmu.)

Język zazwyczaj nie jest dla nas tematem debaty – mniejszości, takie jak osoby używające języka kaszubskiego czy śląskiego przebijają się do szerszej świadomości głównie przy okazji jakiejś kontrowersji czy wyborów. Za czasów PRL uparcie dążono do ujednolicenia sposobów komunikacji – między innymi dlatego dziś oficjalnie nie mamy dialektów i nie będziemy mieć najmniejszego problemu z dogadaniem się z kimś z drugiego końca Polski. Tych powodów naturalnie jest o wiele więcej, ale nie chcę was zanudzić; odnoszę jednak często wrażenie, że jedyne momenty, w których faktycznie większa część społeczeństwa ma chęć poruszyć temat językowy, to te, w których język ma bliski związek ze światopoglądem. A już szczególnie z próbą zmiany „ustalonego porządku” – jak w przypadku wojen o feminatywy, „Murzyna” czy zaimki osób niebinarnych.

Do tego podejścia dochodzi jeszcze fakt, że dziedziny humanistyczne, a taką niewątpliwie jest językoznawstwo, są często niejednoznaczne. Spójrzcie na to tak: fizyka, biologia czy chemia to nauki, w których możemy oprzeć się na bardzo konkretnych faktach. Jasne, one też podlegają weryfikacji wraz z rozwojem wiedzy, ale kształt trzustki czy sposób, w jaki działa grawitacja, nie zmienią się raczej przy założeniu okularów innej teorii naukowej czy wykorzystaniu odmiennej metodologii badań. Zarówno zaletą, jak i achillesową piętą humanistyki jest to, że pracując na tym samym materiale potrafimy wyciągnąć zupełnie odmienne wnioski – i żadne z nich nie będą nieprawidłowe.* To jak w anegdocie o studentach kulturoznawstwa – na każde pytanie odpowiedź może brzmieć: „zależy, jaką definicję kultury pani przyjmie”.

Wektorowa ilustracja pokazująca mózg w okularach, wokół którego umiejscowiono dymki z flagami różnych państw.

Popularnonaukowe polecanki anglojęzyczne

Żeby nie kończyć tematu narzekaniem – rzucam w waszą stronę kilka polecanek językoznawczych w języku angielskim, które mogą zainteresować wszystkich ciekawych tematów okołojęzykowych.

Okładka książki, której tematem jest językoznawstwo - "Because Internet" Gretchen McCulloch.

Because Internet: Understanding the New Rules of Language. Gretchen McCulloch, Riverhead Books (2019)

Jako pierwszą z trzech – moja faworytka z dotychczas przeczytanych książek pop-lingiwstycznych. Gretchen McCulloch, jedna z prowadzących podcastu Lingthusiasm (który swoją drogą też bardzo polecam!), a jednocześnie czynna naukowyczyni, popełniła książkę o języku Internetu. Opisuje historię Internetowych konwersacji i tekstów od samego początku jego istnienia – jeśli zastanowiło was kiedyś, dlaczego jedni napiszą „lol” a drudzy „LOL”, Gretchen ma na ten temat całkiem sensowną teorię. Poczytacie też w tej książce o tym, skąd wzięła się popularność niektórych memów, jak najchętniej wyrażamy w Internecie ironię – i dlaczego – i znajdziecie kilka teorii odnośnie międzypokoleniowych różnic w fejsbukowej interpunkcji. Autorka pisze językiem bardzo przystępnym, nie zalewa fachową terminologią i doprawia tekst ciętym poczuciem humoru. Na dodatek nie jest to pozycja droga – spokojnie można ją zamówić z internetowych księgarni za mniej niż 50 zł.

Okładka książki o conlangach - "The Art of Language Invention" Davida J. Petersona.

The Art of Language Invention: From Horse-Lords to Dark Elves, the Words Behind World-Building. David J. Peterson, Penguin Books   (2015) 

Jeśli nie spędziliście ostatniej dekady na odciętej od cywilizacji wyspie na końcu świata, jest spora szansa, że widzieliście przynajmniej jeden głośny serial fantasy – ot, na przykład Grę o Tron. Albo The Hundred. Albo Destiny. Albo, przechodząc do filmów – nową Diunę Villeneuve’a. Doktora Strange’a? Thora?

Wątkiem łączącym wszystkie te pozycje są języki – conlangi, czyli narzecza sztucznie stworzone na potrzeby kultury popularnej (pisałam szerzej o nich na przykład tu: 22. Conlangi, czyli języki fikcyjne). Te konkretne języki łączy też osoba ich twórcy – Davida J. Petersona, szalenie utalentowanego lingwisty, który na swoim talencie do budowania systemów językowych zbudował dynamiczną karierę. W książce The Art of Language Invention Peterson opisuje podstawowe zasady, którymi kieruje się w swojej pracy, przechodząc w zasadzie przez wszystkie kategorie – od brzmienia, poprzez gramatykę czy systemy pisma. Znajdziecie tu sporo bardzo praktycznych wskazówek, ale też niesamowicie przystępnie wyjaśnione podstawy wielu dziedzin językoznawstwa – często na podstawie chociażby Dothrackiego (Peterson opisuje na przykład genezę słowa khaleesi).

Okładka popularnonaukowej książki o językoznawstwie - "You are what you speak" Roberta Lane'a Grenne'a.

You Are What You Speak: Grammar Grouches, Language Laws, and the Politics of Identity. Robert Lane Greene, Delacorte Press (2011) 

Książkę Greena dopiero czytam, ale na tym etapie jestem już pewna, że warto było po nią sięgnąć. Autor zajmuje się w niej trzema rzeczami – współczesną historią językoznawstwa i porównaniem preskryptywizmu z deskryptywizmem (choć, prawdę powiedziawszy, pierwsza jej część jest dość długim i szczegółowym rantem na ten pierwszy), oraz związkiem języka z polityką. Wyjaśnia, jak bardzo przypadkowe są niektóre z reguł „poprawności”, opisuje różne standardy językowe i zjawiska społeczne – wszystko to przystępnym, łatwym do zrozumienia językiem. Dobór tematów wydaje się miejscami dość przypadkowy, ale jest to zbiór ciekawie opisanych zjawisk i wydarzeń związanych z lingwistyką, które może być całkiem zgrabnym wstępem do tej dziedziny.

A wy… 

Z ciekawości – czytaliście kiedyś jakąś popularnonaukową książkę językową? Jak wrażenia? Dopisalibyście coś do moich polecanek?


*Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że są dziedziny humanistyki, które są dużo mniej filozoficzne i niejasne, niż mogłoby się wydawać – w językoznawstwie będą to chociażby badania neurolingwistyczne, nad wielojęzycznością, przyswajaniem języka, ale też po prostu gramatyka czy syntaks.

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply