Polecanki i wygrzebki – VIII

Dziś w polecankach kilka godnych uwagi serii sci-fi – w tematycznym nawiązaniu do poprzedniego posta. Wszystkie trzy serie są długie, skończone już jakiś czas temu, zapewniają ogrom doskonałej rozrywki i mają silne, kobiece bohaterki – bardzo różnego rodzaju. W wygrzebkach zaś – o kłopotach Disneya, zmianach czcionek w Wordzie, finalistach kilku nagród i nowych narzędziach w publishingu. To co, zaczynamy?

Polecanki: trzy serie sci-fi z kobiecymi protagonistkami

Elizabeth Moon, „Wojna Vattów”

Elizabeth Moon to autorka ze sporym stażem, wydająca głównie powieści science fiction (choć zdarzały jej się krótkie wyprawy w świat fantasy). Osobiście poznałam ją jeszcze jako nastolatka, kiedy w lokalnym Matrasie wpadła mi w ręce jej seria „Czyny Paksenarrion” – historia wiejskiej dziewczyny, która zostaje najemniczką, a potem paladynką. Trylogia ta zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że zaczęłam sięgać po kolejne książki tej autorki – obecnie mam za sobą większą część jej bibliografii.

W „Wojnie Vattów” główną rolę gra Kylara Vatta – młoda kobieta wywodząca się z potężnej handlowej familii, która mimo to decyduje się na karierę wojskową. Przez swój katastrofalny błąd zostaje jednak wydalona z akademii tuż przed końcem szkolenia i, chcąc nie chcąc, musi wrócić do rodzinnego biznesu – tuż za nią podąża jednak niebezpieczeństwo… Kiedy zaś nieznany wróg przypuszcza frontalny atak na handlowe imperium Vattów, Ky jest jedną z niewielu członków i członkiń rodziny pozostałych przy życiu – i to na jej barkach spoczywa teraz odpowiedzialność za odparcie wrogiej ofensywy.

Elizabeth Moon specjalizuje się w wielowątkowych intrygach i pogłębionych psychologicznie postaciach – jej bohaterki i bohaterowie są różnorodni i niejednoznaczni, popełniają błędy i nierzadko zmuszeni są do podejmowania trudnych decyzji. Zarówno Ky z trylogii „Wojna Vattów”, jak i postaci z innych jej powieści są wyraziste i zapadają w pamięć – a na dodatek serie pisane przez Moon są krótkie, zwięzłe, i idealnie nadają się dla kogoś, kto ma ochotę zapoznać się z zamkniętą już historią. Poza „Wojną Vattów” Moon napisała chociażby serie o Esmay Suizie, Herris Serrano i sporo pojedynczych powieści – wszystkie one wpisują się w kategorię solidnych militarnych s-f.

David Weber, „Honor Harrington”

Seria o Honor Harrington to już klasyka – liczy sobie w okolicach 18 tomów, do czego dochodzą jeszcze zbiory opowiadań i kilka spin-offów, z których większość rozrosła się zresztą też do rozmiaru pełnoprawnych cykli. Książki o Honor to typowa space opera – czyli militarny odłam s-f, w którym pierwsze skrzypce grają spektakularne bitwy opisywane często w drobnych szczegółach. Pierwszy tom, „Placówka Basilisk”, wydany został w 1993 roku – dotychczas ostatni w 2018.

Historia Honor Harrington zaczyna się, kiedy w niesławie, po konflikcie z jednym z przełożonych, zostaje zesłana na odległą placówkę – z załogą, która jej nie szanuje, do systemu, którym nikt się nie interesuje, i w którym głównym źródłem dochodu miejscowych jest przemyt. Naturalnie wszystko okazuje się dużo bardziej skomplikowane, nasza bohaterka ma okazję wykazać się odwagą i umiejętnościami przywódczymi mimo przeciwności, a w kolejnych tomach śledzimy dalszy rozwój jej kariery. Każda część cyklu to osobna przygoda, a protagonistce towarzyszy barwna galeria bohaterów drugo- i trzecioplanowych – z których zdecydowanie najciekawszym jest jej treecat, Nimitz, towarzyszący jej we wszystkich książkach. Treecaty to inteligentna rasa kotopodobnych stworzeń o sześciu łapach i zdolnościach telepatycznych, nawiązujących czasem parapsychiczne więzi z ludźmi. Krótko mówiąc – z serią należy się zapoznać, bo są tu kosmiczne kitku.

W odróżnieniu od poprzedniej autorki, Weber jest pisarzem stawiającym przede wszystkim na rozrywkę, dynamiczne i widowiskowe sceny akcji oraz szybkie tempo wydarzeń. Ani seria o Honor, ani inne jego książki nie są lekturami prowokującymi czytelnika do przemyśleń o naturze człowieczeństwa czy nawet do roztrząsania motywacji stojących za działaniami bohaterów. Powieści Webera to odpowiedniki filmów akcji z dużą ilością wybuchów – w trakcie lektury czytelnik ma się przede wszystkim dobrze bawić. Autor garściami czerpie z rozmaitych archetypów, wykorzystuje znane wątki i chwyty i zręcznie miesza to w pulpową, ale dającą masę frajdy fabułę.

Anne McCaffrey, „Jeźdźcy Smoków z Pern”

Na koniec seria nieco inna – „Jeźdźców smoków” nie łączy postać jednej bohaterki, ale raczej niesamowity świat i społeczeństwo wykreowane przez McCaffrey. Jeśli marzyliście bowiem, żeby ktoś połączył smoki z science fiction, to wasze marzenia właśnie się spełniły – albo raczej zaczęły się spełniać w 1968 roku, bo wtedy wyszła pierwsza część tego cyklu (ale nie sprawia to wcale, że dziś czyta się go źle!).

Pern to planeta, której społeczeństwo wydaje się typowym pseudo-średniowiecznym zbiorem rodem z tradycyjnej fantastyki. Mamy tu jednak dodatkowo smoki i ich jeźdźców, zebranych w Weyrach – rządzących się swoimi prawami enklawach, których zadaniem jest bronienie ludzkości przed opadami śmiercionośnych Nici. Każdym Weyrem rządzi władczyni dosiadająca złotej smoczycy – w kolejnych tomach poznajemy wiele różnych bohaterek umieszczonych w tej roli, poczynając od Lessy z pierwszej części.

Książek o Pernie jest jednak ponad 20 i nie każda skupia się na jeźdźcach, McCaffrey stworzyła bowiem świat o wiele bardziej róźnorodny. Mamy tu więc Harfiarzy, lordów i panie Warowni, jaszczurki ogniste, inteligentne delfiny, różne frakcje i spory. W „Morecie, pani smoków z Pern” na przykład bohaterowie walczą z pandemią i wynajdują szczepionkę :), w oryginalnych „Jeźdźcach smoków” mamy też motyw podróży w czasie, potem – superkomputer i podróże kosmiczne. Seria jest w stanie zaoferować bogatą galerię barwnych postaci, ciekawych motywów i wciągających zwrotów akcji – zacznijcie od „Jeźdźców”, a potem sięgajcie po którykolwiek z tomów – na pewno się nie zawiedziecie.

Anne McCaffrey stworzyła zresztą nie tylko serię o smokach, ale też inne, krótsze już cykle sci-fi. „Statek” opowiada na przykład o inteligentnych statkach kosmicznych, i chyba nigdy nie czytałam innych powieści opartych na tym motywie, które wzbudziłyby we mnie tyle emocji. W „Śpiewakach kryształu” z kolei autorka eksploruje fascynujący pomysł używania głosu i śpiewu do operowania skomplikowaną maszynerią potrzebną do wydobycia kryształów koniecznych do zasilania systemów komunikacji międzygwiezdnej. Po cokolwiek napisanego przez McCaffrey nie spróbowalibyście sięgnąć, macie w zasadzie gwarancję bardzo, ale to bardzo wysokiej jakości – polecam wszystko!

Wygrzebki

  • Statystyki czytelnictwa wzrosły w Polsce o 3% – wedle danych Biblioteki Narodowej przynajmniej jedną książkę przeczytało w 2020 42% Polaków, a 7 lub więcej – 10% (również wzrost – o 1%).
  • Pamiętacie, jak bazowa czcionka w Wordzie zmieniła się z Timesa na Calibri? Otóż Calibri też przechodzi na emeryturę – Microsoft testuje kilka alternatyw i będzie wprowadzał zmiany.
  • Disney, poza robieniem uroczych bajek, jest też znany z bycia złym korpo – notorycznie nie płaci na przykład zatrudnianym przez siebie pisarzom. Ci postanowili w końcu przeciwstawić się tej sytuacji i zawiązali #DisneyMustPayTaskForce, czyli „Grupę specjalną 'Disney musi zapłacić'”.
  • Discovery ogłosiło finalistów swojego konkursu Travelery, również za książkę roku.
  • Upubliczniono też listę nominacji do Nagrody Wielkiego Kalibru, nagradzającej najlepsze kryminały i przydzielanej przez Międzynarodowy Festiwal Kryminału Wrocław.
  • Pojawiła się też lista finalistów nagrody Bookera.
  • I kolejna lista – finaliści Nagrody Kapuścińskiego.
  • Pewien francuski artysta postanowił zrezygnować z półśrodków i wydać swoją książkę… na drzewach. Graweruje on litery w drewnie, pokrywa drzewa w tym miejscu tuszem i odciska matrycę. Drzewa to przeżyją – czeka je tylko proces gojenia.
  • Z newsów, po których robi się „aww” – pewien szkocki 92-latek wydał tomik poezji i został autorem bestsellera. Po tym, jak jego wnuczka wrzuciła na swojego Twittera link do tomiku dziadka, rozszedł się on w błyskawicznym tempie – uzyskał ponad 300.000 lajków, a egzemplarze zaczęły rozchodzić się jak ciepłe bułeczki. Syn starszego pana przekazał mediom, że ojciec jest w siódmym niebie i planuje wydać kolejną książkę.
  • Na rynku pojawiła się aplikacja BookScout.ai, która ma pomagać wydawcom znaleźć murowany bestseller wśród przysyłanych do nich propozycji wydawniczych. BookScout ma oceniać np. które manuskrypty pasują do profilu wydawcy czy wydawanych serii, automatycznie kategoryzować pliki pod kątem tematyki i słów kluczowych i podpowiadać, jakie emocje książka wzbudzi w czytelniku.
  • A jeśli bardzo wam się nudzi, to możecie spróbować przepłynąć przez kanał sueski i nie utknąć.
Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Leave a Reply