Sandemose, Springer i Janteloven

W 1933 roku Aksel Sandemose, duńsko-norweski pisarz pochodzący z niewielkiej miejscowości o nazwie Nykøbing Mors, wydał książkę o tytule Uciekinier przecina swój ślad (w oryginale En flyktning krysser sit spor). Opowieść, zawierająca historię młodego człowieka z Jante, Espena Arnakke, przyniosła autorowi sporą dozę popularności wszędzie, poza jednym miejscem – miasteczkiem, w którym się urodził. Książkę tłumaczono na wiele języków i przedrukowywano wielokrotnie, ale po polsku ukazała się dopiero w tym roku, prawie 90 lat po dacie swojej pierwotnej publikacji. Na ten krok zdecydowało się Wydawnictwo Czarne (w tłumaczeniu Iwony Zimnickiej), krótko potem publikując reportaż Filipa Springera pt. Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz.

Prawo Jante

Jeśli nie mieliście dotychczas za wiele wspólnego ze Skandynawią, to istnieje spora szansa, że zwrot „prawo Jante” nie mówi wam zupełnie niczego. To właśnie ono stoi jednak za sukcesem Uciekiniera i jeśli będziecie mieli kiedyś ochotę przeczytać jakikolwiek reportaż czy inną analizę północnych społeczeństw, najprawdopodobniej natkniecie się na niego przynajmniej raz.

Otóż prawo Jante to 10 zasad, które Sandemose sformułował w swojej powieści, a które po jej publikacji zostały przez niektórych uznane za symboliczne podsumowanie skandynawskiej mentalności. Brzmią one tak:

  1. Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
  2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
  3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
  4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
  5. Nie sądź, że wiesz więcej niż my.
  6. Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.
  7. Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
  8. Nie masz prawa śmiać się z nas.
  9. Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
  10. Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

W dalszej części powieści natkniemy się natomiast na pewne kluczowe pytanie, powtarzane w niej potem wielokrotnie, i tworzące regułę jedenastą: Myślisz, że nic o tobie nie wiem?

Uciekinier

Nazwa „Jante” pochodzi od fikcyjnej miejscowości, z której wywodzi się główny bohater Sandemosego – Espen Arnakke. Espen w wieku lat siedemnastu popełnia morderstwo – zabija Johna Wakefielda, i ten akt dręczy go potem przez resztę życia. Treść Uciekiniera składa się z jego wspomnień – głównie tych z dzieciństwa, spędzonego właśnie w Jante, przedstawionych niechronologicznie i czasem, wydawałoby się, chaotycznie, w których bohater usiłuje dojść do powodów, które popchnęły go do popełnienia tego czynu. Drobiazgowo opisuje on strukturę społeczną miasteczka, sąsiadów, z którymi się spotykał, swoją rodzinę, szkołę, a w późniejszym okresie też swoją ucieczkę od wszystkiego, co znajome i bliskie – i poniesioną na tym polu porażkę.

Książka Sandemosego, choć nie ma raczej spójnej, liniowej fabuły, jest fantastyczną analizą społeczeństwa, nie tylko tego skandynawskiego. Opisuje przede wszystkim mentalność małych, zamkniętych miasteczek, która potem wraz z ich mieszkańcami wyemigrowała do miast, może i ewoluując i zmieniając się wraz z nimi, ale nigdy tak naprawdę nie zanikając całkowicie. Dające niesamowitą władzę Myślisz, że nic o tobie nie wiem? wypowiedzieć może nie tylko mieszkaniec Jante, i na tym polega też porażka ucieczki Espena – bo Jante, już to bardziej metaforyczne, jest wszędzie, i nie sposób od niego uciec.

Tym, co uderza najbardziej w dzieciństwie bohatera jest opresyjne jarzmo, narzucone przez lokalną społeczność swoim członkom, którego jakakolwiek próba zrzucenia jest natychmiastowo karana. To rodzaj okrutnej manipulacji psychologicznej, w której „my” jest zawsze, ale to zawsze potężniejsze i ważniejsze niż „ja”, a każde odstępstwo od normalności należy bez zwłoki potępić, zdeptać i zniszczyć. W Jante nie wolno ci wybrać innego zawodu niż te uznawane za akceptowalne, przejawiać zainteresowań innych, niż te, które nikomu nie wadzą, mówić w sposób inny, niż wszyscy. „Wszyscy” są bóstwem, na którego ołtarzu poświęcić należy absolutnie każdy przejaw indywidualności, inności czy chociażby odmiennego zdania.

Społeczności takie jak ta w Jante, wyrastają wszędzie – wystarczyłoby wspomnieć nasze swojskie, polskie i domowe A co ludzie powiedzą? czy nawet Co pomyślą?. Usłyszeliście te zdania pewnie nie raz i niewykluczone, że sami korygowaliście swoje zachowanie powodowani wstydem, lękiem o swoją reputację czy, zwyczajnie, brakiem pewności siebie. Nikt nie chce być w końcu tym dziwnym. Tym niepasującym. Tym innym. I właśnie dzięki temu, nawet jeśli nigdy w życiu nie widzieliście Danii czy Norwegii na oczy, nadal możecie mieszkać w Jante.

Czy prawa sformułowane przez Sandemosego można uznać za krytykę odnoszącą się do konkretnie społeczeństwa skandynawskiego? Powiedziałabym, że raczej nie – jest to krytyka społeczeństwa każdego i jakiegokolwiek. Mechanizmy, o których pisze autor są uniwersalne, i choć książki nie czyta się łatwo – jest tam sporo rzeczy, nad którymi trzeba po lekturze pomyśleć – to warto po nią sięgnąć przede wszystkim dlatego, żeby istnienie i właśnie powszechność tych reguł dogłębnie sobie uświadomić. Dodatkowym plusem będzie też fakt, że Sandemose pisze świetnie – język, którego używa, jest obrazowy i miejscami nawet poetycki, nietrudno odnaleźć też w powieści zdania, które można uznać za prawdziwe perełki. No i – jeśli jeszcze potrzebujecie zachęty – będziecie się mogli chwalić, że przeczytaliście jedną z niewielu faktycznie dobrych i nie doprowadzających czytelnika do łez książek z kanonu literatury skandynawskiej.

Nie myśl, że uciekniesz

Reportaż Filipa Springera, Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz, to z kolei opowieść przyjmująca Uciekiniera za punkt wyjścia. Autor podąża śladami Aksela Sandemose, przyglądając się jego życiorysowi (z którego można wyciągnąć raczej jednoznacznie wniosek, że pisarz nie był osobą, którą chcielibyśmy poznać), miejscu, z którego pochodził, ale też społeczeństwu ogółem. Historie konkretnych osób – rozmówców autora – przenikają się z fikcyjną historią mężczyzny imieniem Ole, który posiadał jacht o nazwie Espen Arnakke, i z którym, mimo wytężonych i uporczywych prób, nie udało się Springerowi porozmawiać.

Springer próbuje, przede wszystkim, odnaleźć w Skandynawii Jante. W tym celu odwiedza prawdziwe Nykøbing Mors, słucha opowieści, rozmawia, czyta, wędruje po Kopenhadze i przygląda się duńskim mostom. Książka pełna jest też zdjęć duńskich ulic – pustych, ciemnych, rozświetlonych tylko światłami z okien, a każdy rozdział otwierany jest przez Prawo Jante, rozkładane tu na czynniki pierwsze – słowo po słowie, fraza po frazie.

Nie da się, po przeczytaniu Dwunastego, nie być pod wrażeniem monumentalnej ilości pracy, która widoczna jest w materiałach zebranych przez autora. Z książki dowiecie się miedzy innymi, że „Jante” żyje własnym życiem, i mało kogo interesuje jego pochodzenie – bardzo wielu z autorów przewodników czy luźniejszych książek o skandynawskim społeczeństwie nie jest w ogólne zaznajomionych z oryginałem. Jante stało się w Skandynawii czymś, co przynajmniej kojarzy każdy – nazwą niepisanych społecznych zasad i reguł tłamszących przejawy indywidualizmu.

Czy warto książkę Springera przeczytać? Tak – jeśli interesuje Was temat Skandynawii, jeśli czytaliście Uciekiniera i chcielibyście dowiedzieć się więcej – nie tylko o Akselu Sandemose i jego bohaterze, ale też o tym, w jaki sposób – i do jakiego stopnia – na opinię Skandynawów samych o sobie, jak i innych o Skandynawach, to dzieło wpłynęło. Jeśli czytaliście już też któryś z wcześniejszych reportaży tego autora, to wiecie też już pewnie, że pisze świetnie – a jeśli nie, to sięgnijcie np. po 13 pięter.

Kończąc

Każdemu, kto miałby ochotę zgłębić temat polecam przede wszystkim te dwie książki – szukając po prostu informacji na temat prawa Jante w Internecie, znajdziecie zazwyczaj teksty raczej powierzchowne i powtarzalne, z tymi samymi zdaniami powtarzającymi się w wielu językach. Jest to, prawdopodobnie, syndrom tego właśnie o czym pisze Springer – traktowania Janteloven raczej jako przenikającego społeczeństwo symbolu, w którego pochodzenie i faktycznie znaczenie nikomu nie chce się raczej wnikać. I tak jak u Sandemose znajdziecie świetną, głęboką psychologicznie prozę, to Springer oferuje właśnie to poszukiwanie – drążenie, dociekanie i niejednoznaczne podejście do fascynującego tematu.

Marta

Marta

Graficzka specjalizująca się w projektowaniu książek, studentka językoznawstwa, rysowniczka. Pasjami czyta fantastykę i sci-fi, nie pogardzi dobrym reportażem, kryminałem, czy literaturą popularnonaukową. Z uporem maniaka analizuje rzeczy.

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz